Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Niemieckie media wprost: Merz ogłasza „niepodległość” od USA i marzy o niemieckiej hegemonii w Europie

Podczas trwającej Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa kanclerz Friedrich Merz bez ogródek ogłosił „proces emancypacji” Europy od Stanów Zjednoczonych. Pod płaszczykiem budowania „silnej Europy” Niemcy dążą do wypchnięcia Amerykanów ze Starego Kontynentu i przejęcia pełnego przywództwa, nie kryjąc przy tym lekceważenia dla „narodowych egoizmów” państw takich jak Polska. Niemiecka prasa wprost nazywa to wystąpienie „Deklaracją Niepodległości”, a eksperci alarmują: Berlin jest gotów poświęcić transatlantyckie bezpieczeństwo na ołtarzu własnych mocarstwowych ambicji.

Szef niemieckiego rządu, przemawiając częściowo po angielsku – co miało być czytelnym sygnałem dla Białego Domu – nakreślił wizję nowej „Realpolitik”. Jej fundamentem nie jest już jednak ścisła współpraca z Waszyngtonem, ale „chłodna kalkulacja” i budowa europejskiej potęgi pod dyktando Berlina. Merz stwierdził wprost, że między Europą a USA powstała „przepaść i głęboki rów”, a wojna kulturowa w Ameryce (czyli ruch MAGA) „nie jest naszą wojną”.

Niemiecka prasa pieje z zachwytu nad „odwagą” kanclerza, który rzekomo „trzeźwo analizuje” sytuację. Tygodnik „Die Zeit” nazywa przemówienie „Europejską Deklaracją Niepodległości”, a „Der Spiegel” donosi z satysfakcją, że Merz „nie zamierza dłużej tolerować wszystkiego, co robi Ameryka”. W praktyce oznacza to, że Niemcy nie wierzą już w możliwość utrzymania dobrych relacji z USA pod rządami obecnej administracji i zamiast szukać porozumienia, wybierają drogę konfrontacji pod hasłem „europejskiej suwerenności”. Kanclerz, odwołując się do Immanuela Kanta, domaga się, żeby Europa wyszła z zawinionej przez siebie niedojrzałości i zapowiada nową politykę wobec USA. „Autokracje mają popleczników, demokracje mają partnerów i sojuszników” – cytuje Merza „Der Spiegel”.

Merz jako anty-Trump

Retoryka Berlina jest wyjątkowo niebezpieczna dla państw wschodniej flanki NATO, w tym Polski. Merz sugeruje, że prezydent USA nie widzi korzyści z sojuszu z Europą, co jest jawną manipulacją mającą uzasadnić niemiecki zwrot. „Handelsblatt” wprost nazywa Merza „Anty-Trumpem” i stawia sprawę jasno: emancypacja od USA uda się tylko wtedy, gdy siła gospodarcza Europy przekształci się w siłę militarną i jedność polityczną. Oznacza to nic innego jak dążenie do federalizacji UE i budowy europejskiej armii, która miałaby zastąpić NATO, a której stery trzymałby Berlin.

Co więcej, kanclerz Niemiec zapowiedział poszukiwanie nowych partnerów, którzy „nie muszą być kryształowymi demokratami”. Jako przykład wskazał Włochy i Giorgię Meloni, co pokazuje, że Berlin w imię budowania swojej strefy wpływów jest w stanie przymknąć oko na swoje dotychczasowe moralizatorstwo. Cel uświęca środki – a celem jest wypchnięcie wpływów amerykańskich z Europy. „Tagesspiegel” zauważa jednak przytomnie, że piętą achillesową tych mocarstwowych rojeń jest stan Bundeswehry. Merz domaga się przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej, by uwiarygodnić swoje pretensje do bycia globalnym graczem, co w pacyfistycznym społeczeństwie niemieckim może być trudne do przeforsowania.

Wypowiedzi te padają w newralgicznym momencie. Rok po wizycie wiceprezydenta J.D. Vance’a w Monachium Niemcy zamiast łagodzić napięcia, dolewają oliwy do ognia. Zamiast budować mosty w ramach NATO Merz sugeruje, że USA pod obecnym przywództwem nie pasują do niemieckiej wizji „wartości”. To gra va banque, w której stawką jest bezpieczeństwo całego kontynentu, a zwłaszcza państw graniczących z Rosją, dla których obecność US Army jest jedynym realnym gwarantem pokoju.

Niemiecka buta i atak na Polskę

Najbardziej niepokojące dla nas są jednak fragmenty dotyczące przywództwa w Europie. Merz rości sobie prawo do „przywództwa Niemiec”, a niemieccy komentatorzy bez żenady atakują Polskę. Berthold Kohler na łamach prasy, komentując plany kanclerza, pisze o „nacjonalistach w Polsce”, zastanawiając się, jak przyjmą oni ofertę niemieckiego przywództwa. To klasyczny przykład niemieckiej arogancji – każdy przejaw troski o suwerenność narodową i sojusz z USA jest w Berlinie etykietowany jako „nacjonalizm” i „brak dojrzałości”.

Niemcy, wraz z Francją, chcą narzucić Europie swój dyktat, ignorując głosy sprzeciwu. Komentatorzy zauważają, że duet w centrum UE często podąża w różnych kierunkach, ale łączy ich jedno – chęć ograniczenia wpływów amerykańskich. Merz liczy na to, że „wystarczająco dużo Europejczyków zrozumie, co jest stawką”. W tłumaczeniu na język politycznej praktyki oznacza to presję na państwa członkowskie, by podporządkowały się niemieckiej wizji „strategicznej autonomii”. 

 

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane