W miniony wtorek Państwowa Komisja Wyborcza podała oficjalne wyniki wyborów parlamentarnych. W wyborach do Sejmu PiS uzyskało 35,38 proc. głosów, KO - 30,70 proc., Trzecia Droga - 14,40 proc., Nowa Lewica - 8,61 proc., Konfederacja - 7,16 proc. PiS w wyborach do Sejmu zdobyło 194 mandaty, KO - 157; Trzecia Droga - 65; Nowa Lewica - 26; Konfederacja - 18. Taki wynik sprawia, że prawdopodobnie to dotychczasowa opozycja będzie w stanie skonstruować koalicję rządzącą.
Media i politycy w całej Europie podkreślali znaczenie wyborów w Polsce dla dalszego kształtu Europy. Kontynuacja rządów PiS wzmocniłaby nurt konserwatywny w UE, zaś zmiana władzy - dała większe pole manewru rządzącym w Brukseli liberałom.
Jak się wydaje, bliski realizacji jest scenariusz numer dwa.
Trudno zatem dziwić się entuzjazmowi wśród części środowisk w Niemczech, stanowiących w praktyce główną siłę decyzyjną UE.
W "Sueddeutsche Zeitung" pojawił się komentarz Huberta Wetzela, który stwierdził, że "przyjaciele Europy pokonali wrogów Europy", a "Polska, największy i najważniejszy wschodnioeuropejski kraj, powraca na należne jej miejsce w politycznym centrum Unii".
- Tusk obiecał wyborcom, że powstrzyma stałe dryfowanie Polski w kierunku od Europy. UE nie może funkcjonować, gdy "krytyczna masa" rządów narusza stale jej wartości i nie przestrzega demokratycznych zasad. Polska razem z Węgrami była największym problemem. Teraz to się zmieni
– ocenił Wetzel.
Komentator wykazywał, że "zwrot w Polsce podziałał jak zapora powstrzymująca pochód sił nieliberalnych". Dodał, że nie jest istotne stanowisko Polski w poszczególnych kwestiach, ale to, że "w Warszawie rządzi znów ktoś, kto zna wartość silnej UE".
Odniósł się także do perspektywy transatlantyckiej i możliwej wygranej Donalda Trumpa w nadchodzących wyborach prezydenckich w USA. Wówczas - jak ocenił Wetzel - "UE będzie bardzo wdzięczna polskiemu Donaldowi za to, że wprowadził Polskę na powrót do obozu przyjaciół Europy".