Kilka godzin po zwycięstwie centroprawicowej partii Tisza Pétera Magyara w wyborach parlamentarnych na Węgrzech, która zakończyła 16-letnie rządy Viktora Orbána, szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wezwała do zniesienia prawa weta w polityce zagranicznej UE i wprowadzenia głosowania większością kwalifikowaną.
Jest dużo pracy do wykonania. Węgry wracają na ścieżkę wytyczoną przez Unię Europejską. Musimy jednak wyciągnąć wnioski z lekcji, jakich udzieliła nam UE w ostatnich latach. Na przykład powinniśmy przejść na system głosowania większością kwalifikowaną w polityce zagranicznej. To ważny sposób na uniknięcie systematycznych blokad, jakie widzieliśmy w przeszłości. Powinniśmy wykorzystać ten moment, by ruszyć z tą sprawą naprzód.
– podkreśliła niemiecka polityk.
Von der Leyen podkreśliła, że nowy rząd w Budapeszcie stwarza szansę na wzmocnienie jedności UE w kluczowych i wrażliwych obszarach, takich jak polityka obronna i nakładanie sankcji. Zdaniem szefowej Komisji, nie należy czekać na kolejną kryzysową sytuację, by przeprowadzić zmiany w traktatach unijnych.
Wprowadzenie większości kwalifikowanej oznaczałoby, że Bruksela mogłaby znacznie łatwiej wpływać na kształt polityki zagranicznej poszczególnych państw członkowskich, nawet wbrew sprzeciwowi jednego lub kilku z nich.
"Plan na hegemonię Brukseli i Berlina"
O komentarz do sprawy portal Niezależna.pl poprosił Marka Pęka, senatora PiS, członka senackiej Komisji Spraw Unii Europejskiej.
Słowa szefowej KE w wymowny sposób pokazują, jaka była stawka niedzielnych wyborów na Węgrzech. Rządy prawicowe i konserwatywne bardzo mocno akcentowały aspekt suwerennościowy w kontekście członkostwa w UE. Dla Polski to również sprawa absolutnie fundamentalna. A zasada jednomyślności to jeden z filarów rzeczonej suwerenności i równości państw członkowskich.
– podkreśla nasz rozmówca.
Jednomyślność to podstawowa zasada zawarta w traktatach. Widać jednak, że jest solą w oku unijnej biurokracji i brukselskiego establishmentu. Gdzie tylko mogą, od lat tę jednomyślność likwidują. To ewidentnie uderza w interesy takich krajów jak Polska czy Węgry.
– dodaje.
Poprzez likwidację tej zasady, będziemy mieć w Unii Europejskiej całkowitą hegemonię niemiecko-brukselską i największych graczy w UE. Co jeszcze gorsze, zwiększające się omnipotencje UE będą odbywały się kosztem kompetencji państw narodowych.
– ostrzega polityk.
Dla Komisji Europejskiej i jej szefowej, Ursuli von der Leyen, plan jest bardzo prosty. Za wszelką cenę, wszelkimi możliwymi środkami doprowadzić do takich zmian rządów w krajach członkowskich, by bez przeszkód realizowały i pogłębiały agendę zakamuflowanego państwa europejskiego. Tymczasem Europie potrzeba dziś czegoś zupełnie odwrotnego niż to, co lansuje Bruksela.
– uzupełnia.
Taki ruch wymaga oczywiście zmiany traktatów. Wiadomo, że nie jest to prosta sprawa. Wiemy, jak ten proces odbywa się w Polsce. Myślę jednak, że ze strony rządzących pojawi się propaganda mówiąca o chęci usprawnienia funkcjonowanie UE itd. Że ta zmiana będzie zmianą na lepsze. Mam jednak nadzieję, że ostatecznie do tego nie dojdzie.
– mówi Marek Pęk.
Byłbym też dość powściągliwy odnośnie tego, co będzie oznaczała zmiana rządów na Węgrzech. Słuchając wypowiedzi przyszłego premiera Magyara, raczej studziłbym zapędy euroentuzjastów, że nagle Węgry zmieniły się o 180 stopni, a Bruksela przeciągnęła ten kraj na swoją stronę.
– kończy.