Jak opowiada Marchyk, w nocy z niedzieli na poniedziałek trwały rosyjskie bombardowania liczącego ponad 37 tys. mieszkańców Wasylkowa.
"Ukraińscy żołnierze zestrzeli dwie rosyjskie rakiety typu Kalibr"
- wyjaśnił.
Według doniesień, które przytoczył, ukraińskiemu wojsku udało się zestrzelić rosyjski helikopter krążący nad Wasylkowem.
"Członkowie samoobrony nie są na razie w stanie tego potwierdzić. Nie można tam dojechać, to mogło się stać na ziemiach, na których przebywają nasi terytorialsi (ukraińskie bataliony obrony terytorialnej - red.)"
- zaznaczył reporter i dokumentalista, który obecnie jest członkiem samoobrony w Wasylkowie.
W poniedziałek kilka grup mieszkańców Wasylkowa przyłączyło się do tamtejszego oddziału samoobrony i rozpoczęło akcję szycia kamizelek.
"Kobiety zszywają ze sobą części materiału, z kolei mężczyźni zebrali metal, który może zatrzymywać kule. Członkowie samoobrony sprawdzili na poligonie, na ile są wytrzymałe. Okazuje się, że mogą przetrwać ostrzał z kałasznikowów"
- opowiada.
"Nie jest to rozwiązanie idealne, bo takie kamizelki będą ciężkie, ale w sytuacji, gdy są tak potrzebne a jest tak mało profesjonalnego sprzętu, będą przydatne"
- zauważa.
Społeczność Wasylkowa chce wykonać ok. 200 kamizelek. Będą przeznaczone dla osób pracujących w lokalnym centrum medycznym samoobrony oraz żołnierzy. Najbardziej brakuje jednak hełmów - samoobrona ma ich maksymalnie 10, a potrzebuje ich aż 200 osób.
"Jeśli chodzi o tę kwestię, to obrońcy Wasylkowa czekają na pomoc humanitarną z Zachodu. Ukraińskie wojsko nie za bardzo jest w stanie je zapewnić"
- przyznaje.
Członkowie samoobrony walczą przede wszystkim kałasznikowami, mają ich wystarczającą ilość. "Gorzej jest ze sprzętem przeciwczołgowym. Są przygotowani do walki z żołnierzami, ale nie z czołgami. W tym zakresie polegają na armii ukraińskiej" - mówi Marchyk.