"Ostatniej doby wróg nie poczynił żadnych istotnych postępów na terytorium Ukrainy" - oświadczył doradca w biurze prezydenta Ukrainy Ołeksij Arestowycz.
"Na północ i na zachód od Kijowa doszło do kontrataku wojsk ukraińskich. Takie same kontrataki miały miejsce na kierunku charkowskim. Nasze lotnictwo wykonało nocą potężne uderzenia na zgrupowania wroga. I to właśnie z zemsty wróg rozpoczął ataki rakietowe na lotniska w Iwano-Frankowsku, Łucku, na obwód kijowski, połtawski, charkowski, na miasto Dniepr i inne miejscowości"
- dodał.
Kolejna porażka Rosjan
W obwodzie mikołajowskim na południu Ukrainy Rosjanie ponieśli klęskę i próbują to ukryć zaplanowaną na 17 marca rotacją wojsk - powiedział w piątek w nagraniu opublikowanym na komunikatorze Telegram gubernator obwodu Witalij Kim.
"Rosja zaczyna już u siebie rozpędzać (protesty). Matki proszą o wycofanie poborowych z Ukrainy itd. Mają mieć rotację około 17 marca, ale to już koniec"
- ocenił Kim w nagraniu.
"Chcą ukryć swoją porażkę w obwodzie mikołajowskim, przeprowadzając planowaną rotację. Ale nie zdążą. Chłopaki - Rosjanie - poddajcie się. Nie pozwolimy im zrobić zmiany" - zapowiedział szef władz obwodu
Zagrożenie nad Kijowem
Dziś sztab Sił Ukrainy poinformował, że Kijów jest okrążane przez rosyjskie wojsko. Jak przekazał mer stolicy, Witalij Kliczko, miasto wciąż jest mocno zaludnione.
"Wydaje się, że w mieście pozostają prawie 2 mln ludzi, to bardzo ważne, by zapewnić im byt"
- oświadczył Kliczko. "Mamy elektryczność, ogrzewanie, gaz i wodę" - podkreślił mer, dziękując innym krajom za pomoc Ukrainie.
Brat Witalija Kliczko, Wołodymyr, przekazał z kolei, że część mieszkańców Kijowa zadbała o to, by ich rodziny miały względnie bezpieczne schronienie na zachodzie Ukrainy, a następnie powróciła, by bronić stolicy przed Rosjanami.
Przed rosyjską inwazją Kijów liczył ok. 3,5 mln mieszkańców.