Według protestujących, młodzi imigranci, głównie Marokańczycy, stwarzają liczne problemy - kradną, grożą mieszkańcom, biją się między sobą i zaśmiecają ulice. Wielu sprzedaje narkotyki, pije alkohol, zajmuje opuszczone budynki, a nawet wynajmuje je na pokoje. - "Mają coraz więcej praw; chronią ich bardziej, niż nas" - skarżyła się jedna z protestujących cytowana przez "Canarias7". - "Nikt nam nie pomaga i już nie można swobodnie chodzić po ulicach; w tej dzielnicy nikt z miejscowych prawie nie wychodzi z domu" - dodała kobieta.
Imigranci często nie wracają na noc do ośrodka, tylko śpią na ulicach lub w parku; nie pomaga płot ustawiony wokół parku przez lokalne władze. - "Zawłaszczyli przestrzeń publiczną, już nikt nie wychodzi z dziećmi do parku, gdyż nie jest tam bezpiecznie, mają noże i grożą nam" - relacjonowała demonstrantka. - "Uciekają przed nimi nawet wyglądający na silniejszych imigranci z Afryki Subsaharyjskiej" - powiedziała.
Według kobiety "policja już nie przyjeżdża na wezwania, a gdy to robi, rozkłada ręce mówiąc, że nic nie może pomóc".
Mieszkańcy zbierają podpisy pod petycją do lokalnego rządu, aby przeniósł ośrodek dla imigrantów w inne miejsce. Na razie jednak codziennie przyjeżdżają tam autobusy z nowymi imigrantami.
Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej (Frontex) ocenia, że ponad 40 proc. nielegalnych imigrantów w Hiszpanii pochodzi z Maroka, a prawie 15 proc. - z Algierii.