Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

„Gazeta Polska”: AI i amerykańskie niepokoje. Technologia i polityka

Dominacja w sektorze sztucznej inteligencji jest kluczem w rywalizacji USA z Chinami, a ogromne inwestycje w infrastrukturę z nią związaną – centra danych napędzają wzrosty na amerykańskiej giełdzie. Jednak coraz liczniejsza liczba Amerykanów obawia się przyszłości, jaką przyniesie AI, a sprawa staje się coraz większym problemem dla administracji Trumpa, która na rozwój technologii mocno stawia - pisze "Gazeta Polska".

Jak przystało na technologię, która rozwija się w niespotykanym w historii tempie, zmiana nastawienia Amerykanów, jak pokazują dane Heatmap/Embold, też nastąpiła błyskawicznie. Jeszcze w sierpniu ubiegłego roku, gdy zadawano im pytanie o to, czy poparliby budowę centrum danych (data center) w swojej okolicy, zwolennicy i przeciwnicy byli podzieleni po równo. Minął rok i aż 75 proc. badanych wybiera tę drugą opcję, a aż 61 proc. wybrało „zdecydowanie przeciwny”. 

Zagwozdka Trumpa 

Sprawa wywołuje też wewnętrzne napięcia w ramach Partii Republikańskiej szykującej się do zbliżających się wielkimi krokami wyborów śródterminowych. Przeciwnikami rozbudowy infrastruktury służącej cyfrowej rewolucji jest 83 proc. wyborców demokratów, 80 proc. niezależnych, ale też aż 66 proc. wyborców republikańskich. Na tę zmianę zareagował ostatnio republikański gubernator Teksasu Greg Abbott i wprowadził moratorium na budowę nowych centrów danych do czasu przeprowadzenia audytu planowanych projektów. Gubernatora poparł w tym kandydat republikanów do Senatu, Ken Paxton, pomimo że do tej pory był zdecydowanym zwolennikiem rozbudowy cyfrowej infrastruktury. Według sondażu Overton Insights/Texas Public Policy aż 47 proc. wyborców głosujących w republikańskich prawyborach jest zwolennikami trwałego zakazu budowy centrów danych, a 41 proc. jest przeciwnikami. Opór jest zdecydowanie bardziej widoczny po stronie demokratów (67 proc. zwolenników trwałego zakazu), ale przesunięcie po prawej stronie jest na tyle widoczne, że obawiający się o swoje wyborcze losy politycy muszą brać je pod uwagę. Republikanie „muszą mieć właściwe stanowisko w tej sprawie i bronić pozycji ludzi albo zostaną pokonani” – jak powiedział sekretarz rolnictwa Teksasu Sid Miller. 

Rozbudowa cyfrowej infrastruktury jest jednak kluczowym projektem administracji Trumpa. Jest nie tylko priorytetowa dla geopolitycznej rywalizacji z Chinami, ale rozkręca amerykańską gospodarkę, przynajmniej na poziomie rosnących indeksów giełdowych, którymi każdy prezydent chciałby się chwalić. Ponadto jest faktyczną reindustrializacją amerykańskiego interioru, daje miejsca pracy i dochody podatkowe do regionów, które często najmocniej ucierpiały na globalizacji. Centra danych przyniosą „niesamowitą liczbę miejsc pracy i pieniędzy” – mówił Trump w rozmowie z Michaelem Cohenem. Jeszcze ostrzej napisał na Truth Social. „Jedynym powodem, dla którego lokalne społeczności w USA mogą nie chcieć centrów danych, jest to, że chcą pozostać biedne i zacofane” – podkreślił. „Jeśli zabijemy tę gęś znoszącą złote jaja, sami będziecie sobie winni. Chiny nie mogłyby być bardziej zadowolone z tego ruchu przeciw centrom danych. Oni nie mogą uwierzyć, że to się dzieje” – dodał prezydent. 

Po tych słowach jeden z komentatorów oskarżył Trumpa o „utratę populistycznego wyczucia”, a niektórzy stwierdzili, że jego zdanie o „biednych i zacofanych” przypomina to, z jaką pogardą wyrażała się o wyborcach Trumpa Hillary Clinton, nazywając ich „zgrają godną pożałowania” (ang. basket of deplorables). Obrońcy Trumpa zwracają uwagę, że pomimo dużego społecznego oporu budowa centrów danych nie jest na liście spraw najważniejszych dla wyborców. Plasuje się daleko za gospodarką, inflacją, ochroną zdrowia, bezpieczeństwem i migracją. Drugi argument mówi, że dziś już nie pamięta się o ruchach sprzeciwu wobec rozwoju wydobycia łupków (ang. fracking) czy rozbudowie sieci 5G, a większość Amerykanów cieszy się z korzyści gospodarczych tych inwestycji. 

Przyczyny buntu

Trudno zidentyfikować jedną przyczynę tego nagłego oporu wobec centrów danych. Pekin z pewnością próbuje podsycać nastroje za pomocą mediów społecznościowych, choć, jak pokazał przykład z Utah, oskarżanie lokalnych przeciwników o uleganie chińskim wpływom może okazać się przeciwskuteczną strategią obrońców projektów. Ciekawą hipotezę postawił konserwatywny komentator Eric Ericson, który stwierdził, że bunt przeciw centrom jest pokłosiem kryzysu społecznego zaufania do władz i elit, który swoje źródła ma jeszcze w polityce z czasów pandemii. Podobnie jak wówczas budowa centrów danych przybiera formę odgórnych nakazów, w których giganci technologiczni, ręka w rękę z władzami federalnymi, decydują o losie lokalnych społeczności. Co prawda obawy o zużycie wody i ogromne obciążenie lokalnych sieci energetycznych są często wyolbrzymiane, to sama zmiana krajobrazu musi robić ogromne wrażenie. Centra danych to całe kompleksy-molochy, zajmujące od kilkudziesięciu do nawet kilkuset hektarów. Działacze i aktywiści reprezentujący mieszkańców narzekają na to, że lokalne władze, obsypywane pieniędzmi przez duże firmy, często są gotowe do zawierania umów za zamkniętymi drzwiami, bez odpowiednich konsultacji społecznych. 

Kto korzysta

Sprawa dotyczy też w istocie podziału korzyści płynących z tej rewolucji technologicznej. Budowa centrów danych napędza lokalną gospodarkę, przeciętnie generując około 2 tys. nowych miejsc pracy, generuje ogromny popyt na usługi elektryków czy spawaczy. Przeciwnicy zwracają jednak uwagę, że trwały zysk jest dużo mniejszy, gdy budowa zostanie ukończona – przeciętne, działające już centrum wymaga pracy około 200 osób. Tak buduje się wrażenie, że większość zysków wpadnie w ręce firm technologicznych, mających siedziby na wybrzeżach USA, a nie zostanie w interiorze, który będzie gościł ogromną infrastrukturę. Operatorzy AI będą płacić co prawda podatki do lokalnych budżetów, często starają się też wspomagać je poprzez inwestycje w miejscowe szkoły czy jednostki straży pożarnej. Na przykład w Loudon County w Wirginii przychody podatkowe z centrów danych odpowiadały za 39 proc. całego budżetu hrabstwa, co pozwoliło na obniżkę wielu podatków dla mieszkańców. W tym wypadku ograniczona obsługa infrastruktury jest zaletą, bo przynosi duży wzrost bazy podatkowej, bez dużego wzrostu odbiorców usług publicznych. 

Zwolennicy dalszych inwestycji w cyfrową infrastrukturę powinni z jednej strony używać tego rodzaju argumentów, z drugiej poprawić jakość dialogu z lokalnymi społecznościami. Przede wszystkim zrozumieć, że tempo zmian sprawia, że mieszkańcy często mają wrażenie, że są stawiani wobec faktów dokonanych i nie są pytani o zdanie ws. tak dużych projektów. 

Przyszłość amerykańskiego AI

Opór przeciwko centrom danych może być też wyrazem szerszej obawy o niejasną przyszłość jaką przyniesie dla rynku pracy i gospodarki rewolucja AI.

Co jednak ciekawe, nagłej zmianie stosunku do budowy infrastruktury nie towarzyszy zmiana nastawienia do sztucznej inteligencji jako takiej. Owszem, ponad 50 proc. Amerykanów stwierdza, że ma więcej obaw niż nadziei w związku z rozwojem technologii, a tylko 9 proc. myśli odwrotnie. Ale w wieloletnich badaniach Pew Research taki sam rozkład preferencji jest widoczny od 2023 roku. Wyjaśnieniem może być tu fakt, że opór przeciwko fizycznej infrastrukturze może być jedyną namacalną formą przeciwstawienia się niepokojącym zmianom. 

Niepokój nie jest zupełnie nieuzasadniony, bo wyrażają go często sami twórcy i eksperci od sztucznej inteligencji. Sporą dyskusję wywołał ostatnio przypadek zaatakowania zewnętrznej firmy Hugging Face przez obsługiwanych przez silnik Open AI agentów sztucznej inteligencji. Agenci nie tylko złamali zasady narzucone im przez projektujących eksperyment, ale znaleźli też sposób na komunikowanie się pomiędzy sobą (choć z założenia mieli działać w izolacji) i wspólnie szukali sposobu na zatarcie śladów. Dwa elementy były niepokojące. Po pierwsze, agenci zdecydowali, by nie informować ludzi o swoim łamaniu zasad. Po drugie, mieliśmy do czynienia z efektem „zbiorowej inteligencji roju” (ang. swarm mind). Niektórzy agenci wiedzieli, że nie zdołają wykonać narzuconego im przez ludzi działania, ale poświęcali się w imię „dobra ogółu”, a lektura ich komunikacji w tej sprawie nasuwa skojarzenia z dystopijnymi wizjami science fiction. Jak napisała jedna z niezależnych śledczych badających incydent Ajeya Cotra: „Byliśmy w 50 proc. drogi do pełnego przejęcia kontroli przez AI”. 

Sztuczna inteligencja jest w pewnym sensie bezalternatywną ścieżką dla USA, bo perspektywa, w której Chiny stają się liderem w tym sektorze, może mieć niespotykane konsekwencje militarne, gospodarcze i geopolityczne. Ale tempo rozwoju technologii sprawia, że zarówno debata publiczna, jak i polityka nie są przygotowane na wyzwania z nią związane. 

Źródło: Gazeta Polska

NAJNOWSZE Świat