Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Demokraci przeciwko własnemu politykowi. Chcą odebrać Bidenowi prawo do ataku nuklearnego

Grupa demokratycznych kongresmanów zażądała w liście do prezydenta USA, Joe Bidena, reformy procedury odpalania pocisków nuklearnych. Nie chcą, aby mógł podjąć taką decyzję samodzielnie.

Obecnie prezydent USA jako główny zwierzchnik sił zbrojnych jest jedyną osobą, która może podjąć decyzję o użyciu arsenału nuklearnego. Wydany przez niego rozkaz trafia do Sekretarza Obrony, który weryfikuje czy na pewno został wydany przez prezydenta – do tego służą słynne kody atomowe. Jeśli weryfikacja przebiegnie pomyślnie, to rozkaz wędruje w dół łańcucha dowodzenia aż trafi do kapitanów okrętów podwodnych i dowódców silosów. Cała procedura jest wyjątkowo szybka – jej szczegóły są oczywiście tajne, ale szacuje się, że od wydania rozkazu do odpalenia pocisków minie nie więcej niż 10 minut.

Portal Politico ujawnił, że grupa 31 lewicowych kongresmanów wysłała 22 lutego list do Joe Bidena w którym zażądali od niego oddania uprawnień do samodzielnego wydania takiego rozkazu. Zamiast tego zaproponowali kilka alternatyw. Jedną z nich jest to, że decyzję podejmą wspólnie prezydent, wiceprezydent i spiker Izby Reprezentantów. Drugą jest to, że prezydent wcześniej będzie zmuszony do uzyskania zgody od szefa kolegium połączonych sztabów i, z jakiegoś powodu, prokuratora generalnego. Trzecia propozycja to wymóg uzyskania zgody od kongresu. Czwarta zakładałaby stworzenie specjalnej rady złożonej z liderów Kongresu, która normalnie obradowałaby o kwestiach bezpieczeństwa i która musiałaby się zgodzić na użycie broni atomowej.

Upublicznienie tego listu wywołało konsternację wielu osób. Temat procedury skorzystania z broni atomowej był bardzo żywy w czasach byłego prezydenta USA Donalda Trumpa. Lewicowa propaganda usilnie starała się przedstawić go wtedy jako szaleńca, który jest gotowy odpowiedzieć bronią atomową na jakąś obrazę albo nawet użyć jej dla chwilowego kaprysu. Takie ataki nasilały się, kiedy znany z ostrej retoryki prezydent chcąc powstrzymać programy atomowe Iranu czy Korei Północnej groził im, że nie mają najmniejszej szansy na wygranie atomowej konfrontacji. Wiele osób pyta jednak dlaczego temat tych uprawnień lewica podjęła teraz, kiedy Trumpa nie ma już w Białym Domu.

Jedyna rozsądna odpowiedź to to, że teraz mają minimalną szansę na to, że ich postulat zostanie spełniony. Aby tak się stało potrzebna byłaby bowiem współpraca Białego Domu, Senatu i Izby Reprezentantów. Wszystkie trzy są obecnie w rękach lewicy, ale to najprawdopodobniej zmieni się już pod koniec przyszłego roku. Szanse na to, że ich propozycja będzie wysłuchana są jednak czysto iluzoryczne – Zimnowojenni Demokraci, jak nazywa się w USA polityków lewicy zaczynających kariery przed upadkiem ZSRS, raczej nie pozwolą na grzebanie przy tych procedurach. Nie odpowiada to również na pytanie dlaczego chcą je zmienić. Jeśli obawiają się, że jakiś przyszły prezydent faktycznie mógłby dla kaprysu odpalić rakiety z głowicami atomowymi, to ryzyko to jest praktycznie nieistniejące. W teorii nikt nie może mu odmówić spełnienia tego rozkazu, ale eksperci od bezpieczeństwa są zgodni, że biorąc pod uwagę jego gigantyczne konsekwencje w praktyce wojsko nie spełniłoby go bez naprawdę istotnego powodu.

Paradoksalnie odebranie prezydentowi tych uprawnień zwiększyłoby zagrożenie wojną atomową. Amerykańska doktryna Wzajemnie Zagwarantowanego Zniszczenia zakłada bowiem, że każde państwo, które zdecyduje się na atomowy atak na USA ma być pewne takiej samej odpowiedzi. Niezwykle istotny jest tutaj czas reakcji – USA musi odpowiedzieć zanim wybuchające na jej terytorium bomby zniszczą silosy czy np. zabiją wszystkich, którzy mogliby podjąć decyzję o odwecie. W czasach przed wynalezieniem międzykontynentalnych pocisków Amerykanie utrzymywali nawet w powietrzu, o każdej porze dnia i nocy, wyposażone w bomby atomowe bombowce gotowe do lotu nad ZSRS. Wydłużenie czasu podjęcia tej decyzji – a każda z propozycji Demokratów to spowoduje – zwiększa ryzyko tego, że jakieś państwo postanowi spróbować szczęścia.

Wielu komentatorów zauważa też, że złożeniem tej propozycji Demokraci narobili Bidenowi sporych kłopotów politycznych. 78-letni Biden jest najstarszym prezydentem w historii USA, a jego liczne gafy podczas kampanii sprawiły, że wiele osób oskarżało go o starczą demencję. Demokraci próbując odebrać mu najważniejsze i mające potencjalnie największe konsekwencje uprawnienie, jaki by tego nie był powód, sugerują, że boją się zostawić je w jego rękach. Trudno sobie wyobrazić, że druga strona nie wykorzysta tego propagandowo.

Źródło: Politico, Vice, niezalezna.pl

NAJNOWSZE Świat