Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Europa wysycha, a gospodarka zaczyna to odczuwać. „Woda staje się nowym wskaźnikiem ekonomicznym”

Wcześniej ekonomiści śledzili ceny ropy, kursy walut i stopy procentowe. Teraz do tego zestawu należy dodać głębokość Renu i Dunaju (…) Woda staje się czynnikiem wpływającym na lokalizację biznesu. Dlatego mapa przemysłowa Europy może być kształtowana nie tylko wokół taniej energii, lecz także wokół gwarantowanego dostępu do wody – mówi w rozmowie z Niezalezna.pl kierownik Katedry Stosunków Międzynarodowych Narodowego Uniwersytetu Technicznego „Politechnika Dnieprowska” prof. Maryna Paszkewicz.

Przez Europę przetoczyły się fale niszczących upałów. Woda na południu kontynentu staje się luksusem…

Poziom wody w rzece można traktować jako nowy wskaźnik ekonomiczny. Wcześniej ekonomiści śledzili ceny ropy, kursy walut i stopy procentowe. Teraz do tego zestawu należy dodać głębokość Renu i Dunaju, ponieważ klimat przecina się z makroekonomią, a poziom wody w rzekach wpływa jednocześnie na stawki transportowe, dostępność surowców, koszty produkcji, energetykę oraz ceny żywności.

Susza spłyciła żeglowne rzeki Europy. W dodatku do tych problemów na początku sierpnia blokadzie uległy również ukraińskie porty morskie. Jak te czynniki razem wpłynęły na gospodarkę Europy?

Ujawniło to jeden fundamentalny problem - europejska gospodarka pozostaje efektywna, ale ma niewystarczający „margines bezpieczeństwa”. Jest ona oparta na szybkich i tanich korytarzach transportowych, podczas gdy alternatywy dla szlaków rzecznych i morskich są droższe i mają ograniczoną przepustowość. Dlatego inwestycje w porty, kolej, śródlądowe drogi wodne oraz terminale przeładunkowe w Europie są moim zdaniem elementem polityki bezpieczeństwa gospodarczego i żywnościowego.

Kiedy poziom wody spada, statki nie muszą od razu przerywać żeglugi. Początkowo są zmuszone zabierać mniej ładunku. Oznacza to, że do przewiezienia tej samej ilości produktów potrzeba więcej rejsów, więcej statków, więcej paliwa i roboczogodzin. Rośnie koszt dostawy produktów. Następnie pojawia się efekt kaskadowy: drożeją surowce; wydłużają się terminy dostaw; część ładunków zostaje przeniesiona na kolej i transport drogowy, które są droższe od transportu rzecznego; alternatywne trasy zostają przeciążone; ostatecznie koszty są przerzucane na końcowego konsumenta.

prof. Maryna Paszkewiczarch. / Niezalezna.pl

Mniej wody to też uderzenie w energetykę…

Susza może spowolnić zieloną transformację. Kiedy z powodu niskiego poziomu wody ładunki są przenoszone na transport drogowy i częściowo kolejowy, Europa wykonuje więcej operacji transportowych, co potencjalnie oznacza większe emisje na tonę ładunku. Jednocześnie niedobór wody może wpływać na energetykę wodną oraz chłodzenie elektrowni: w UE pobór wody na potrzeby chłodzenia elektrowni stanowi największą część zapotrzebowania na wodę wśród głównych sektorów.
Dlatego kryzys klimatyczny może zmusić Europę do transportowania większej ilości ładunków w mniej ekologicznym sposób właśnie wtedy, gdy dąży ona do dekarbonizacji.
Szczególnie narażone są europejskie regiony przemysłowe powiązane z korytarzami rzecznymi Renu i Dunaju.

A tam gdzie nie ma suszy, sytuację utrudnia wojna. Ukraiński biznes alarmuje o trudnej sytuacji związanej ze wstrzymaniem pracy ostrzeliwanych przez Rosję portów w rejonie Odessy nad Morzem Czarnym. Do tego doszła podwyżka stawek przewozowych na kolei.

Jeśli chodzi o zakłócenia w funkcjonowaniu portów, dla Ukrainy oznacza to spadek przychodów z eksportu i wpływów walutowych; zmniejszenie wpływów podatkowych i celnych; wzrost kosztów przechowywania oraz alternatywnego transportu produktów.

Najbardziej niebezpieczne jest to, że zablokowany dziś eksport, na przykład produktów rolnych, może jutro przełożyć się na mniejsze zbiory i mniejszy eksport. Rolnik, który nie sprzedał swoich produktów albo sprzedał je znacznie taniej, ma mniej środków na zasiewy, nawozy, sprzęt i finansowanie kredytowe w kolejnym cyklu produkcyjnym.

Niestety, firmy ubezpieczeniowe stają się swoistymi „regulatorami w cieniu” handlu zagranicznego, ponieważ formalnie państwo może nie zakazywać żeglugi, ale jeśli składka ubezpieczeniowa z powodu ryzyka wojennego staje się zbyt wysoka, trasa zostaje zamknięta z ekonomicznego punktu widzenia bez jakiejkolwiek oficjalnej decyzji. Port może być fizycznie otwarty, ale faktycznie zamknięty z powodu zbyt wysokich kosztów ubezpieczenia. Dlatego być może skuteczniejszym rozwiązaniem byłoby stworzenie europejskiego lub międzynarodowego funduszu ubezpieczeniowego obejmującego ryzyko wojenne dla ukraińskiej żeglugi. Może się to okazać tańsze niż ciągłe rekompensowanie strat wynikających z zakłóconego eksportu, inflacji żywnościowej i przeciążenia szlaków lądowych.

Dla Polski jest to szczególnie istotne: jednocześnie pełni ona funkcję logistycznego zaplecza Ukrainy, państwa tranzytowego oraz dużego producenta rolnego. Dlatego każde zakłócenie ukraińskiego eksportu morskiego generuje dla Polski dodatkowe koszty oraz ograniczenia transportowo-logistyczne.

Przy tym, jeśli Europa jest w stanie zrekompensować niedobór produktów, które nie zostały przetransportowane na czas lub których cena znacząco wzrosła z powodu dodatkowych kosztów logistycznych, to znacznie poważniejsze konsekwencje dotykają państw Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji uzależnionych od importu żywności.

Woda staje się czynnikiem wpływającym na lokalizację biznesu. Dlatego mapa przemysłowa Europy może być kształtowana nie tylko wokół taniej energii, lecz także wokół gwarantowanego dostępu do wody.

Maryna Paszkewicz
dr hab. nauk ekonomicznych w zakresie ekonomii regionalnej, profesor, kierownik Katedry Stosunków Międzynarodowych Narodowego Uniwersytetu Technicznego „Politechnika Dnieprowska”
 
Źródło: Niezalezna.pl

NAJNOWSZE Świat