W wywiadzie, opublikowanym we wtorek na portalu rozgłośni Echo Moskwy 55-letni Iłłarionow stwierdził, że do potencjalnej aneksji Białorusi może dojść w ciągu najbliższych kilku miesięcy.
– Rosyjscy imperialiści zamierzają dokonać aneksji sąsiada przed wyborami prezydenckimi w Rosji w 2018 r. Gdyby scenariusz ten wszedł w życie, Władimir Putin mógłby liczyć na gigantyczne poparcie swoich obywateli, osiągające ponad 90 proc. – powiedział były doradca przywódcy Kremla (2000–2005).
Zdaniem eksperta, obecnie mieszkającego w USA, do zajęcia sąsiedniego kraju Kreml może wykorzystać elementy tzw. niekonwencjonalnej wojny hybrydowej.
– Władze FR ułatwiają nabywanie rosyjskiego obywatelstwa osobom, które urodziły się na terytorium byłych republik sowieckich. Ludzie, którzy skorzystają z tego prawa, nie do końca mogą zdawać sobie sprawę, w jaki sposób zostaną później wykorzystani – powiedział Iłłarionow.
W takim wypadku prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym Kreml ogłosi, że to mieszkańcy Białorusi, legitymujący się rosyjskimi paszportami, „poproszą” władze FR o przyłączenie do Rosji, np. na drodze referendum. Manewr ten zastosowano przy okazji aneksji Półwyspu Krymskiego w 2014 r.
– Scenariusz, w którym Rosja anektuje Białoruś, jest bardzo prawdopodobny. Istnieje wiele przesłanek przemawiających za takim wydarzeniem – mówi „Codziennej” dr hab. Przemysław Żurawski vel Grajewski, politolog, członek Narodowej Rady Rozwoju. – Jesienią odbędą się na Białorusi gigantyczne manewry sił zbrojnych obu krajów pod kryptonimem Zapad-17. W tym celu Rosja przetransportuje na Białoruś 83 razy więcej sprzętu wojskowego niż podczas wcześniejszych ćwiczeń – zauważa ekspert.
Dodaje, że przed wyborami prezydenckimi w 2018 r. w Rosji Władimir Putin potrzebuje imperialnego zwycięstwa, które przekona do niego wszystkich obywateli Rosji, a za takie można uznać właśnie aneksję Białorusi. – Od dawna zauważalny jest także konflikt polityczny na linii Putin–Łukaszenka, co także może mieć kluczowe znaczenie dla rozwoju wydarzeń. Scenariusz z aneksją może oczywiście zostać wcielony w życie, jednak równie dobrze może to być tylko wojna nerwów i swoiste testowanie lojalności władz Mińska wobec Kremla – przekonuje ekspert w rozmowie z „Codzienną”.
Cały tekst w "Gazecie Polskiej Codziennie"