Polityczną burzę w Niemczech wywołały słowa Beatrix von Storch z AfD. Powiedziała ona w miniony weekend, że islamu jako ideologii „nie nie da się pogodzić z niemiecką konstytucją”. Jej partyjny kolega Alexander Gauland nazwał islam „ciałem obcym” w Niemczech i sprzeciwił się przekonaniom, że obok radykalnej odmiany islamu istnieje też cywilizowany, oświecony prąd religijny, który da się pogodzić z pokojowym i demokratycznym porządkiem politycznym.
Czytaj też: Partia wykluczona z debaty. Poszło o krytykę imigrantów?
Głoszenie takich poglądów jest całkowicie sprzeczne z polityczną poprawnością niemieckich elit. Nic więc dziwnego, że na głowy polityków AfD posypały się gromy.
- stwierdził politolog Hajo Funke.Czym dla nazistów byli Żydzi, tym dla AfD są muzułmanie
- powiedział dziś w jednej z rozgłośni radiowych Aiman Mazyek, prezes Centralnej Rady Muzułmanów w Niemczech. Dodał, że AfD można porównać z hitlerowską NSDAP.Po raz pierwszy od czasów hitlerowskich Niemiec ugrupowanie polityczne znów dyskredytuje wspólnotę religijną i zagraża jej egzystencji. AfD płynie na fali niechęci do islamu, która w Niemczech w ostatnich latach przybrała na sile i częściowo zdobyła akceptację w społeczeństwie. AfD próbuje podgrzewać temperaturę nastrojów
- powiedziała dziś w Berlinie wiceprzewodnicząca CDU Julia Klöckner.- Islam da się pogodzić z Ustawą Zasadniczą. To nie partia stanowi o tym, co da się pogodzić z konstytucją; mamy podział władzy i w tych sprawach rozstrzygają niezawisłe sądy
Alternatywa dla Niemiec (Alternative für Deutschland, AfD) istnieje na niemieckiej scenie politycznej zaledwie od trzech lat. W wyborach parlamentarnych w 2013 roku partia ta zdobyła 4,7 proc. głosów. Według nowych sondaży AfD ma obecnie 14-procentowe poparcie. Przez niemiecki mainstream jest określana jako „prawicowi populiści”.