Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Dlaczego chcą zniszczyć Orbána

“Jest takie węgierskie przysłowie: pod ciężarem palma rośnie. Obserwujemy w Europie zorganizowaną akcję nacisku na rząd Victora Orbána. To wstyd, że presja z zagranicy pobudzana jest z kraju.

“Jest takie węgierskie przysłowie: pod ciężarem palma rośnie. Obserwujemy w Europie zorganizowaną akcję nacisku na rząd Victora Orbána. To wstyd, że presja z zagranicy pobudzana jest z kraju. Jeszcze większym wstydem jest to, że te prowokacje są fałszywe. Wynikają z dezinformacji, plotek lub próby zaszkodzenia państwu. Z naszej historii wynika jednak, że taka presja tylko nam pomaga” – mówi z rozmowie z Tomaszem Sakiewiczem doktor Zoltán Kovács, Sekretarz Stanu ds. Komunikacji Rządowej w Ministerstwie Sprawiedliwości i Administracji Publicznej w rządzie Viktora Orbána.

Węgry są dziś zupełnie innym krajem. Nie chodzi o to, że zmieniła się sytuacja gospodarcza, lecz o to, że Węgrzy czują się dzisiaj bardziej związani ze swoim rządem. Co takiego się stało, że tylu ludzi wychodzi na ulicę po to, by zademonstrować poparcie dla władz?

To jest bardzo dobre pytanie. Jesteśmy w połowie kadencji. To czas, w którym większość partii rządzących notuje spadki poparcia. Tymczasem na Węgrzech mieliśmy do czynienia z masowymi demonstracjami poparcia dla rządu. Stało się tak z kilku powodów. Przede wszystkim rząd otrzymał w wyborach do parlamentu wielki mandat zaufania. Ludzie mieli dość iluzji, jaką tworzyła ekipa socjalistyczno-liberalna. Mówiła ona o programach, o profesjonalizacji, o odnowie kraju, a doprowadziła Węgry na skraj upadku. W 2008 r., kiedy jeszcze nie było kryzysu finansowego w Europie, okazało się, że Węgry już w nim są. W 2010 r. obywatele mieli dość. W wyniku wyborów liberałowie w ogóle nie dostali się do parlamentu, a partia socjalistyczna stała się dziś małym ugrupowaniem. Pozostaje jeszcze kwestia rozwiązania problemów długoterminowych, czego nie zrobiono przez 20 lat. Teraz przyszedł na to czas. Dlatego mamy nową ustawę zasadniczą. Wcześniej mieliśmy konstytucję z 1949 r., poprawioną co prawda w latach 1989–1990, ale nadal o komunistycznym rodowodzie, którą trzeba było zmienić przynajmniej ze względów symbolicznych. Drugim powodem modyfikacji konstytucji była potrzeba stworzenia nowego systemu zmian strukturalnych w gospodarce, opiece społecznej, edukacji.
Wielki mandat zaufania dla rządu Viktora Orbána wiązał się z ogromnymi oczekiwaniami. Wiarą, że można kraj zmienić na lepsze. I to dokładnie się działo przez ostanie półtora roku. Oprócz konstytucji uchwalono 360 ważnych ustaw. Przekształciliśmy system tak, by działał dla dobra Węgrów. Jest jeszcze trzeci istotny czynnik. Przez 20 lat na Węgrzech w zasadzie rządziła fałszywa narracja socjalistów i liberałów. Nie było miejsca dla tych, którzy myślą w kategoriach konserwatywnych, są religijni, wierzą w tradycyjne wartości, będące istotnymi nie tylko dla Węgrów, ale i innych społeczeństw całej Środkowej Europy. Utożsamiamy się z tymi wartościami, które wyznaje się np. w Polsce, z fundamentem moralnym, który istniał w naszej części Europy przed II wojną światową i komunistycznym totalitaryzmem. Dopiero powrót do tego systemu wartości stworzy zdrową sytuację podobną do tej, jaka istnieje w świecie zachodnim.

Zmiany na Węgrzech wywołały gwałtowne reakcje dyplomacji brukselskiej i niektórych krajów europejskich. Czy ataki te przeszkadzają wam w prowadzeniu polityki?
Nie jest łatwo sobie z tym radzić. Ataki na węgierski rząd nie są ani pragmatyczne, ani racjonalne. Ostatnie decyzje Parlamentu Europejskiego, akceptujące inicjatywę socjalistów i liberałów, to kolejny argument przemawiający za tym, że jeśli prowadzi się przegrzaną i ideologicznie motywowaną debatę, nie doprowadzi to do rozwiązania żadnych problemów. To wstyd dla Parlamentu Europejskiego, ponieważ w idei Europy nie o to chodzi. Wspólnota Europejska to racjonalna, pragmatyczna kooperacja oparta na dyskusjach. Jeśli masz jakieś problemy w relacjach wzajemnych lub z instytucjami europejskimi, to winne one być rozwiązywane w sposób pragmatyczny. Dlatego poprosiliśmy o sformułowanie na piśmie zastrzeżeń UE, tak aby móc się do nich w sposób formalny i prawny ustosunkować. Nie kwestionujemy fundamentalnych wartości Unii Europejskiej. To fałszywy argument ukuty przez socjalistów i liberałów. Nie mamy również problemu z wartościami, które leżą u podstaw współpracy państw europejskich. Chcemy jedynie mieć prawo do własnego zdania i wyznawania wartości, które w naszym mniemaniu są fundamentalne. Nie ustąpimy tylko dlatego, że socjaliści i liberałowie podnoszą krzyk przeciwko jakimś posunięciom. Nie powinno być podwójnych standardów. To może najważniejsza sprawa. Co jest naturalne w Europie Zachodniej, powinno być równie naturalne w Europie Środkowej.
Problemom tego regionu należy poświęcić szczególną uwagę. Mamy wspólną historię. Komunistyczna przeszłość państw środkowoeuropejskich zostawiła po sobie wiele problemów, które należy jak najszybciej rozwiązać. Dlatego europejscy politycy powinni pochylić się nad problemami Europy Środkowej. Przede wszystkim jednak nie stosować podwójnych standardów.

Odpowiedzią na problemy Europy mogą być dwie drogi. Jedną lansuje Bruksela. Polega ona na tworzeniu wspólnego państwa, federacji. Druga droga to Europa ojczyzn postulowana przez premiera Camerona, czyli de facto budowanie porozumienia, ale w oparciu o suwerenne narody. Do którego z tych rozwiązań jest dzisiaj bliżej premierowi Orbánowi?
Hasłem węgierskiej prezydencji była silna Europa. Ale silna Europa może być możliwa tylko przez silne państwa. Równie silne w Europie Zachodniej, Środkowej i we wszystkich częściach UE. Bez podwójnych standardów i na tych samych warunkach dla wszystkich państw członkowskich.

Czy jednak podpisanie paktu fiskalnego nie jest tu jakąś wskazówką, że rząd Orbána jednak ustąpi Europie?
W Europie jest kilka nierozwiązanych problemów strukturalnych. Pakt fiskalny odpowiada na problemy fiskalne i w żaden sposób nie rozstrzyga o przyszłości UE. To otwarty problem, który powinien być rozwiązany dla dobra wszystkich. Jest to w interesie nie tylko dużych państw czy tylko kilku krajów, ale wszystkich 27 członków wspólnoty.

Jeżeli dobrze zrozumiałem, to musieliście podpisać pakt fiskalny ze względu na sytuację ekonomiczną Węgier, ale nie oznacza to, że akceptujecie ograniczenie suwerenności narodów.
Jeśli prześledzimy wydarzenia z 8–9 grudnia ub.r., to zobaczymy, że w wyniku starcia, do którego doszło na szczycie UE, w ostatnich dwóch miesiącach w pakcie fiskalnym dokonała się istotna zmiana. Wycofanie się Wielkiej Brytanii było rezultatem debaty. Węgry i osiem innych krajów zadecydowały, by najpierw przedstawić sprawę paktu fiskalnego w parlamencie narodowym. I przedstawiliśmy ją naszemu parlamentowi, który podejmie decyzję w przyszłym tygodniu.
Faktem jest, że pierwsza wersja paktu fiskalnego była sformułowana w sposób budzący wątpliwości. Zachodziła obawa, czy porozumienie nie narusza suwerenności narodowej. Jednak pod koniec stycznia pojawiła się nowa wersja paktu fiskalnego, która jest korzystna dla interesów Węgier. Rozwiązuje ona problemy fiskalne, ale nie włącza naszego kraju do wspólnej polityki podatkowej, co nie byłoby korzystne. Dlatego w nowej wersji porozumienia widzimy gwarancje dla interesów Węgier.

Zmiany, które zachodzą na Węgrzech, cieszą się poparciem wielu Polaków, nie tylko zwolenników prawicy. Moi rodacy chcą was popierać przez akcję kupowania węgierskich produktów, ale nie zawsze wiedzą jakich. Czy nie przydałaby się jakaś akcja promocyjna węgierskich produktów w Polsce?
Jesteśmy niezwykle wdzięczni za wszystkie oznaki poparcia z Polski. Nie zabrakło ich ze strony osób prywatnych, ruchów społecznych i partii politycznych. Jesteśmy wdzięczni za gest premiera, który wezwał do opanowania w rozważaniu naszej sprawy w UE. Szef waszego rządu doskonale zdaje sobie sprawę z naszej sytuacji i z tego, przez co przechodzimy. Myślę, że to spektrum poparcia wynika ze wspólnej historii. My też zawsze będziemy z wami solidarni.
Popieranie węgierskich wyrobów jest bardzo miłym gestem. Rząd podjął starania, żeby przywrócić popularność naszych produktów najpierw na Węgrzech, a potem w Europie Środkowej. Bo przez te ostatnie 20 lat produkowanie czegokolwiek na Węgrzech było uważane za wręcz wstydliwe. A przecież Węgry, podobnie jak Polska, obfitują w bogactwa naturalne. Produkujemy też żywność. I to dużo lepszej jakości niż to, co jest importowane. Kampania promocyjna jest więc bardzo dobrym pomysłem.

Czy trudne reformy nie doprowadzą do tego, że Orbán będzie musiał zwolnić tempo albo się nie utrzyma?
Jest takie węgierskie przysłowie: pod ciężarem palma rośnie. Obserwujemy w Europie zorganizowaną akcję nacisku na rząd Victora Orbána. To wstyd, że presja z zagranicy pobudzana jest z kraju. Jeszcze większym wstydem jest, że te prowokacje są fałszywe. Wynikają z dezinformacji, plotek lub próby zaszkodzenia krajowi. Z naszej historii wynika, że taka presja tylko nam pomaga.

Czy powrót do wartości chrześcijańskich w częściowo zlaicyzowanym kraju przysparza popularności?
W preambule naszej konstytucji napisaliśmy, że religia to nie tylko wartość sama w sobie i dla tych, którzy wierzą. To kulturalne bogactwo każdego rządu i społeczeństwa. Zdumiewa, że jest to kwestionowane. Z naszej perspektywy religia i Kościoły są zasadniczą częścią społeczeństw i wspierają wysiłki obywateli. Chrześcijaństwo jest organiczną częścią dziedzictwa kultury europejskiej i narodowej, nie można go pomijać. Cała europejska jedność bazuje na chrześcijaństwie. Nawet jeżeli nie religijnie, to kulturowo.                 

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej