Amerykańska stacja Radio Free Asia podała, że w starciach uczestniczyło kilka tysięcy ludzi, którzy sprzeciwiali się chińskiej władzy na terytorium Tybetu i domagali powrotu dalaj lamy z uchodźstwa. Demonstranci zdemolowali chińskie sklepy i instytucje.
Państwowa agencja informacyjna Xinhua odnotowała, że w niestabilnej prowincji doszło do "starć z udziałem kilkudziesięciu osób, w tym tybetańskich mnichów". Zginął jeden demonstrant, a pięciu policjantów zostało rannych - podano. Do starć miało dojść po odczytaniu ulotki, zapowiadającej samopodpalenie kolejnej osoby. Na wieść o tym wydarzeniu tłum miał obrzucić kamieniami komisariat policji.
Od samobójczej śmierci w wyniku samopodpalenia w marcu 2011 r. młodego mnicha z klasztoru Kirti w jego ślady poszło w sumie 14 Tybetańczyków - w większości mnichów i mniszek buddyjskich z Syczuanu; dziewięć osób zmarło.
Zdaniem obrońców praw człowieka samopodpalenia mnichów stanowią desperacką odpowiedź na represje kulturalne i religijne Pekinu w regionach tybetańskich.