Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

100 tys. obserwatorów na wyborach

Niedzielne wybory burmistrza Stambułu będzie monitorować ponad 100 tys. osób. Obserwatorami w lokalach wyborczych będą członkowie tureckich partii politycznych, prawnicy i ochotnicy społeczni, zorganizowani w specjalne grupy powstałe do tego celu.

Autor:

W dwupoziomowej sali wykładowej w neoklasycznej kamienicy znajdującej się na głównej ulicy Stambułu, Istiklal, około 400 prawników w różnym wieku słucha w skupieniu wykładu na temat procedur wyborczych.

"W ciągu ostatniego miesiąca na nasze szkolenia przyszło ok. 3,5 tys. prawników. Wszyscy są wolontariuszami"

– mówi PAP przewodniczący mieszczącej się pod tym adresem Stambulskiej Izby Adwokackiej Mehmet Durakoglu.

Szacuje on, że w sumie z ramienia Izby niedzielne wybory będzie obserwować co najmniej 6 tys. adwokatów. Większość z nich to mieszkańcy Stambułu, ale będą także rezydenci innych miast.

"Przyjadą do nas i całe grupy, np. 200 osób z Izmiru, i osoby indywidualne"

– tłumaczy Durakoglu.

"Dla wszystkich mamy przygotowane materiały szkoleniowe, dostępne zarówno w internecie, jak i zebrane w formie broszury zatytułowanej 'Jeden prawnik na każdą urnę wyborczą'. Nawet jeśli ktoś zgłosi się do nas w ostatniej chwili, wszystko jest tak zorganizowane, żeby mógł od razu przystąpić do pracy"

- mówi.

Niedzielne wybory odbędą się w ok. 2 tys. stambulskich szkół. W sumie będzie w nich otwartych ok. 30 tys. lokali wyborczych, w których zagłosuje ok. 10 mln Stambulczyków.

"Chcemy, aby w każdej szkole przebywało w czasie wyborów trzech lub czterech wyszkolonych przez nas prawników. Prawdopodobnie niektórzy z nich zarejestrują się jako obserwatorzy poszczególnych partii politycznych, inni pozostaną niezależni. Dla nas to bez znaczenia. Zależy nam jedynie na tym, aby niedzielne wybory zostały przeprowadzone prawidłowo, żeby już nikt nie mógł znaleźć żadnego powodu do ich ponownego anulowania"

– mówi Durakoglu.

W niedzielę w walce o urząd burmistrza Stambułu zmierzą się ponownie były premier Turcji popierany przez rządzącą Partię Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) Binali Yildirim oraz kandydat opozycyjnej Republikańskiej Partii Ludowej (CHP) Ekrem Imamoglu. Ten ostatni pokonał już raz Yildirima - w marcu br. podczas ogólnotureckich wyborów samorządowych.

Różnica między rywalami była wtedy jednak niewielka (13 tys. głosów, czyli 0,2 proc.) i prezydent Turcji Recep Tayyip Erodgan oraz jego kandydat oskarżyli opozycyjnego polityka o kradzież głosów.

W wyniku tej interwencji po długich posiedzeniach Wysoka Komisja Wyborcza Turcji (YSK) oświadczyła, że wybory trzeba będzie powtórzyć ponieważ 0,75 proc. z 30 tys. przewodniczących stambulskich punktów wyborczych nie było urzędnikami państwowymi, czego wymaga tureckie prawo. Konieczność powtórzenia wyborów Komisja uzasadniła również domniemanymi powiązaniami niektórych członków komisji wyborczych z organizacją terrorystyczną.

Decyzja YSK wywołała w Turcji wiele głosów sprzeciwu, zarówno wśród przeciwników, jak i dotychczasowych sprzymierzeńców Erdogana. Durakoglu uważa, że była "niedemokratyczna" i "niezgodna z prawem".

Dlatego, tłumaczy Durakoglu, Stambulskiej Izbie Adwokackiej tak zależy na upewnieniu się, żeby tym razem nie było żadnych podstaw do zaistnienia podobnej sytuacji.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, PAP

NAJNOWSZE Świat