Martyna Czyrniańska, Paulina Damaske i Julia Szczurowska. Rezerwowe odwróciły losy czwartego seta w ćwierćfinałowym starciu z Holandią otwierając Biało-czerwonym drogę do najlepszej czwórki mistrzostw Europy. Polskie siatkarki na Eurovolley kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa, a duża w tym zasługa szerokiego składu i jakości jaką Stefano Lavarini ma w kwadracie.
Polki pokazują moc na Euro
To też dla nas taka lekcja, że siatkówka jest sportem drużynowym, a nie indywidualnym. Dzisiaj to czasami trudno zrozumieć. Wielu z nas ma tak silne ego, że ciężko jest im pracować dla innych i budować coś wspólnego. Cudownie jest widzieć, że są ludzie, którzy chcą ze sobą współdziałać i postawić wspólny cel ponad wszystko
- wyjaśnił szkoleniowiec na antenie Polsatu Sport.
Przyjmująca Damaske zdobyła decydujący o zwycięstwie punkt i po meczu nie kryła ogromnych emocji. "Myślałam, że się rozpłaczę, ale chyba jeszcze nie mogę uwolnić wszystkich emocji. Dzisiaj zagrałyśmy drużynowo, każda dała coś od siebie. To była niesamowita końcówka w naszym wykonaniu. Pierwszy raz chyba poczułam takie emocje i stres bez względu na to, czy byłam w kwadracie, czy na boisku. W pewnym momencie ciężko było nam zdobywać punkty, ale próbowałyśmy to zmieniać, podpowiadać sobie. W żadnym momencie nie poczułam, że dziewczyny odpuściły i przestały wierzyć" - powiedziała jedna z bohaterek spotkania.
Polki już w sobotę zmierzą się w półfinale Eurovolley z Italią. Włoszki to mistrzynie olimpijskie i główne faworytki do złota na turnieju, ale Biało-czerwone nie zamierzają poddać się przed meczem. "To nie jest jeszcze koniec. Super, że jesteśmy w tej czwórce, ale mamy przed sobą bardzo ważne mecze. Myślę, że jesteśmy tu po to, żeby zagrać o coś więcej" - podkreśliła środkowa Magdalena Jurczyk.