Nie każdy jednak może liczyć na spotkanie z prezydentem. Wybierały się do niego m.in. żony górników protestujących przeciwko zamknięciu kopalń. Dla zdesperowanych kobiet Komorowski czasu nie znalazł, wysłał jedynie żonę Annę. Z nimi przecież nie byłoby fajnych fotek, a jedynie trudne pytania. Po co to Komorowskiemu tuż przed kampanią wyborczą?
Co innego Sonik i Hołowczyc, którzy niemal prosto z rajdu stawili się w Pałacu Prezydenckim. Komorowski mógł im w świetle kamer (TVN24 z tego "wydarzenia" robił relację na żywo) wręczyć upominki, a później stanąć do grupowego zdjęcia. Z tej okazji nawet pojawił się wpis na twitterze Komorowskiego:

Było sympatyczne, miło. Do czasu, aż prezydent zaczął mówić. Bronisław Komorowski znowu zaliczył groteskową wpadkę. Mówiąc o sukcesie Sonika stwierdził, że może on "zapłodnić polską wyobraźnię wielu różnych mieszczuchów". Ups!
Dlatego ze zdumieniem przeczytaliśmy relację Polskiej Agencji Prasowej z imprezy u Komorowskiego. Z jej treści wynika, że Komorowski powiedział coś innego: "Liczę, że ten niebywały sukces z a c h ę c i innych mieszczuchów, którzy śledzili wasze zmagania przed telewizorami, do podjęcia podobnych wyzwań". Interwencja Kancelarii Prezydenta czy dziennikarz PAP był aż tak litościwy?
Tak wyglądała ta wypowiedź w całości: "Jestem pewien że ten niebywały sukces gdzieś zapłodni także i polską wyobraźnię wielu wielu różnych mieszczuchów, którzy siedzą na ogół przed telewizorem"
Śmiesznie było również podczas siatkarskich Mistrzostw Świata, które odbyły się jesienią w Polsce. W finale zagrali Polacy z Brazylią, a Bronisław Komorowski siedział na trybunach (zdjęcie z tamtego meczu). Nasi wygrali, kibice szaleli z radości, prezydent odważył się powiedzieć do nich kilka słów.
– Dziękuję i pozdrawiam najserdeczniej, przede wszystkim, naszych piłkarzy. Ale dziękuję i pozdrawiam wszystkich wspaniałych polskich kibiców – powiedział wówczas Bronisław Komorowski.