I Adamek, i Chambers do tych czas potyczki o najcenniejsze pasy w wadze ciężkiej przegrywali ze słynnymi ukraińskim braćmi Kliczko - Polak z Witalijem, a zawodnik z Filadelfii z Władimirem.
Było niemal pewne, że po sobotniej (czasu miejscowego) konfrontacji jeden z nich raczej już nic wielkiego ciężkiej nie osiągnie, bowiem jego nazwisko zostanie skreślone przez największe federacje i stacje telewizyjne mające dużo do powiedzenia w profesjonalnym pięściarstwie.
Ciężar gatunkowy pojedynku, mimo konkretnej stawki, wyraźnie usztywnił doświadczonych bokserów. Już dawno po ostatnim gongu Adamek tak bardzo nie drżał, oczekując na werdykt punktowy trójki sędziów (116:112, 116:112, 119:109). Walka była bardzo wyrównana, polski zawodnik zadawał więcej ciosów, ale i Chambers był groźny. Brakowało czystych uderzeń, nie było mowy o nokdaunach. W siódmej i ósmej rundzie Amerykanin się zachwiał, ale twierdził, że to nie było po ciosach, tylko źle stanął.
35-letni Adamek, były mistrz świata kategorii półciężkiej i junior ciężkiej, odniósł 46 zwycięstwo w zawodowej karierze. Do tej pory poniósł dwie porażki. Chambers legitymuje się rekordem 36-3.
Prawdopodobnie dwa kolejne pojedynki polski bokser stoczy 8 września i 22 grudnia w Stanach Zjednoczonych, a w 2013 roku chciałby znów dostać szansę rywalizowania o pas czempiona.
