Medialne doniesienia mówią o podziale miejsc w prezydium Sejmu, który ma wykluczyć reprezentanta Konfederacji, a największemu - przy większości KO-Trzecia Droga-Lewica - opozycyjnemu klubowi PiS, zostawić jedno stanowisko. To niestosowana od wielu kadencji w Sejmie praktyka, w której opozycja otrzyma tylko jednego reprezentanta w Prezydium. - „Antydemokratyczny” PiS dawał „prześladowanej” opozycji 3 razy więcej miejsc w prezydium, niż zamierza to zrobić nowa „demokratyczna” większość - ocenia Piotr Trudnowski, były prezes Klubu Jagiellońskiego.
Wojny o media publiczne w III RP były zawsze burzliwe, ale toczyły się w granicach prawa. Dlatego przez większość trwania rządu Kazimierza Marcinkiewicza z PiS w TVP rządził Jan Dworak, nominat poprzedniej władzy. Z kolei za pierwszego rządu Donalda Tuska przez ponad rok na czele TVP stał nominat PiS Andrzej Urbański. A potem, po dwóch latach rządów Tuska, telewizję publiczną przejęła nieformalna koalicja PiS i SLD. Z kolei po wygranej w 2015 roku PiS szybko przejął TVP dzięki zmianie ustawy, bo była taka możliwość prawna: miał prezydenta i parlamentarną większość. Opozycja, która chce niebawem objąć rządy, co najmniej do wyborów prezydenckich w 2025 roku nie będzie miała na to szans. Każda próba przejęcia mediów publicznych wcześniej będzie więc działaniem przestępczym - pisze Piotr Lisiewicz w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska".