- Przez dziesięciolecia III RP nie oderwaliśmy się od układów mafijnych, które miały swoje źródła w komunizmie. Od nabywania gazu i ropy z kierunku rosyjskiego oraz od firm pośredniczących w handlu ropą. Były pewne firmy pośredniczące wywodzące się z Szwajcarii, niektóre z korzeniami rosyjskimi i to one miały kupić Orlen i Lotos. Za co? Za pieniądze wypracowane… w tych firmach. Po prostu ona sprzedawały gaz z dodatkową marżą, robiąc potężny kapitał. By za ten kapitał nabyć te spółki – mówi Daniel Obajtek, były prezes Orlenu, ścigany przez prokuraturę i pozbawiony jako europoseł immunitetu. Dziś będzie on gościem Piotra Lisiewicza w "Wywiadzie z chuliganem" w Republice o godz. 23:10, po programie "Piachem w tryby".
Okazuje się, że nie tylko sędziowie z gdańskiej apelacji będą się szkolili w luksusowych warunkach. Blisko 180 tys. złotych kosztowało dwudniowe szkolenie organizowane przez Sąd Apelacyjny w Katowicach, które odbyło się w pięciogwiazdkowym Hotelu Gołębiewskim z Wiśle. Udział wzięło w nim ok. 120 osób - z pionu karnego. Cywiliści też doczekają się takiej imprezy?
Konflikt na Ukrainie to nie wojna dronów. Toczące się starcie Rosji z Ukrainą głównie opiera się na gigantycznych zgrupowaniach wojsk lądowych. Stanowią one rdzeń toczącej się megabatalii. To dlatego dekretem z 1 grudnia 2023 roku Putin zwiększył liczebność swych sił do 1,32 mln żołnierzy, a we wrześniu 2024 roku podniósł je do 1,5 mln. Na froncie jest teraz ponad 470 tys. rosyjskich sołdatów. A armia ukraińska liczy dziś ponad 900 tys. żołnierzy, a więc więcej niż łączne siły Polski, Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii, Litwy, Łotwy, Estonii, Szwecji i Finlandii. Wbrew sensacyjnym mitom to nie drony, lecz owe wojska lądowe, okopane w terenie, wsparte ciężkim sprzętem i systemami rozpoznania, toczą ową wielką „wojnę na wyczerpanie” - pisze w "Gazecie Polskiej" Piotr Grochmalski.