„Przy obecnych – moim zdaniem – wiarygodnych, drastycznie niskich notowaniach opozycji, jest oczywiste, że jej jedyną szansą jest odłożenie wyborów. W oczekiwaniu, iż skutki gospodarcze pandemii doprowadzą do krachu licznych firm, bezrobocia i na tyle masowego niezadowolenia społecznego, że sympatie wyborców się odwrócą”
– powiedział profesor Żurawski vel Grajewski.
Łódzki politolog przyznaje dodaje, że aktywna w tym politycznym sporze jest również strona rządowa. „Obóz rządzący i urzędujący prezydent mają interes w tym, aby rozstrzygnięcie wyborcze było przed ujawnieniem się pełnej skali konsekwencji ekonomicznych” – dodał Przemysław Żurawski vel Grajewski.
Profesor podkreśla, że w ostatnich dniach pojawił się nowy kontekst politycznego sporu, a mianowicie wybory korespondencyjne w niemieckiej Bawarii. „Nie jestem w stanie powiedzieć, w wymiarze technicznym, czy w 38 milionowym państwie, jakim jest Polska, uda się przeprowadzić wybory korespondencyjne, bo przecież niemiecka elekcja objęła dużo mniej osób niż uprawnionych do głosowania u nas. Gdyby się jednak okazało, że w naszym kraju korespondencyjne głosowanie jest możliwe, wtedy argument o narażaniu obywateli na zarażanie się przy okazji aktu wyborczego upadnie” – analizował profesor.
Profesor powiedział, że na decyzję czy wybory się odbędą 10 maja, czy nie, polskie władze mają dwa lub trzy tygodnie. „Nie ma potrzeby, aby decyzję o wyborach podejmować natychmiast” – podkreślił Żurawski vel Grajewski.
„Bez względu na to, czy zagrożenie będzie realne, czy wyobrażone, decyzje będą podejmowane na podstawie obrazu rzeczywistości w umysłach ludzi, którzy mają głosować (…) Należy przyjąć założenie, że w maju część obywateli będzie się obawiała uczestnictwa w wyborach prezydenckich”
– dodał profesor.
Politolog zwrócił też uwagę na prawny aspekt problemu. „Zarówno niedotrzymanie konstytucyjnego terminu wyborów, jak i zmiana ordynacji wyborczej w tak krótkim terminie przed wyborami, mają swoje wady prawne” – powiedział Żurawski vel Grajewski. Dodał, że żadne rozwiązanie nie jest w sensie prawnym „czyste”, bo – jak wskazuje wielu prawników – nie powinno się zmieniać ordynacji na krótko przed wyborami, ale i nie wolno też zmieniać konstytucyjnego terminu wyborów.
„Czegokolwiek nie zrobiłby rząd, opozycja oczywiście uzna, że jest to krok niedemokratyczny. Idę o zakład, że kiedy wybory byłyby przełożone, opozycja zacznie mówić, że prezydent rządzi nadal bez mandatu”
– podsumował politolog z Uniwersytetu Łódzkiego.
Profesor Przemysław Żurawski vel Grajewski uważa, że opozycja, dysponując niewielką większością w Senacie, będzie się starała opóźnić każdą decyzję rządzących.