Sobota, 17 października, miała być we Francji dniem zjednoczonego sprzeciwu różnych grup społecznych i zawodowych wobec drastycznie rosnących kosztów życia. Od wielu tygodni w mediach społecznościowych mobilizowano obywateli, wprost nawiązując do głośnego ruchu „żółtych kamizelek” z lat 2018-2019. Nastroje buntu narastały już wcześniej, napędzane m.in. przez protesty środowisk licealnych, co ostatecznie doprowadziło do kumulacji niezadowolenia na ulicach.
Frekwencja okazała się potężna, choć tradycyjnie rozbieżna w szacunkach. Centrala związkowa CGT ogłosiła wieczorem, że w całym kraju maszerowało 800 tysięcy osób. Z kolei minister spraw wewnętrznych Laurent Nunez poinformował na konferencji prasowej o pół milionie uczestników.
W samej stolicy, według danych resortu, na ulice wyszło 110 tysięcy demonstrantów.
Pokojowe z założenia manifestacje szybko wymknęły się spod kontroli. Już od godzin popołudniowych w największych metropoliach, takich jak Marsylia, Lyon czy Tuluza, a także w mniejszych ośrodkach, m.in. w Besançon, zaczęły operować agresywne bojówki. Gwałtowne ataki grup wandali na infrastrukturę publiczną i siły porządkowe w wielu miejscach kraju trwały nieprzerwanie aż do późnego wieczora.
W sobotę wieczorem premier Francji Sebastien Lecornu ogłosił, że 1200 osób zostało aresztowanych, a 150 policjantów i żandarmów odniosło obrażenia podczas zamieszek, które wybuchły na marginesie sobotnich demonstracji w kraju. Dodał, że to „cud, że liczba ofiar nie była wyższa”.
Śmiszek porównał zamieszki w Paryżu do... Marszu Niepodległości
Politycy lewicy dwoją się i troją, by zaprzeczać narracji, jakoby za aktami wandalizmu podczas zamieszek we Francji stali migranci. Dziś na antenie RMF FM Krzysztof Śmiszek, europoseł Nowej Lewicy porównał sceny z Paryża do... Marszu Niepodległości, który co roku przechodzi przez Warszawę 11 listopada.
Nikt nie będzie bronił przecież chuliganów. Natomiast pamiętajmy też o jednym. Przez Francję co kilka miesięcy przetaczają się podobne protesty. Francuzi mają we krwi protestowanie, trochę inne niż my, niż Polacy. No może 11 listopada raz w roku tego doświadczaliśmy przez jakiś czas w Warszawie, kiedy bojówki prawicowe napadały na...
– brnął polityk.
Przerwał mu prowadzący. "Nie porównujmy, nie ma aż takiej akcji. Nigdy w Polsce nie płonęło setki samochodów" - wskazał.
Na to Śmiszek odparł: "oczywiście, natomiast my Polacy nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni".
Jak stwierdził - "wszyscy wiemy, jak protestują Francuzi od dwustu lat. To jest oczywiście podbijanie tego rasistowskiego bębenka [mówienie, że stoją za tym migranci]. ja byłem i w Strasburgu tydzień temu i kilka tygodni temu i widziałem, że przede wszystkim protestowali, czy protest rozpoczęli licealiści, którzy domagali się lepszych warunków".
Zaraz, czy tylko ja to słyszę? Pan Śmiszek właśnie porównał zamieszki i demolowanie miast we Francji do... Marszu Niepodległości w Warszawie... "raz w roku tego doświadczaliśmy" właśnie 11 listopada, "kiedy bojówki prawicowe napadały" https://t.co/NzEVYtGywI
— Mateusz Łoń (@Matthew_bz) October 19, 2026