Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

"Dzikie hordy" splądrowały Marsylię. W wielu miastach zostawiły po sobie zgliszcza. WIDEO

W Marsylii w rabunkach podczas sobotnich zamieszek uczestniczyło w szczytowym momencie 30 tys. ludzi - poinformowała w niedzielę prefektura policji departamentu Delta Rodanu. Wielkie zagrożenie w zamieszkach – w tym wdzieraniu się do instytucji publicznych - dostrzegli merowie. Stowarzyszenie Merów Francji bije na alarm i żąda dodatkowych sił policyjnych.

Dziennik „Le Figaro” podał, że w centrum Marsylii zniszczonych i splądrowanych zostało ponad 500 sklepów i punktów handlowych. Prefektura nie podała konkretnych liczb.

Mer Benoit Payan zwrócił się w niedzielę do władz centralnych o pomoc w naprawieniu szkód po sobotnich zamieszkach. Payan powiedział też, że oczekuje wyjaśnień na temat planu rządu w kwestii utrzymania porządku publicznego.

Marsylia jest drugim co do wielkości miastem Francji. W poniedziałek uda się tam szef MSW Laurent Nunez. Minister oświadczył w niedzielę, że aktów przemocy w Marsylii dokonywało kilka tysięcy osób należących do skrajnej lewicy, do których dołączyli następnie „przestępcy plądrujący i dewastujący liczne punkty handlowe”.

Francja płonie. Merowie biją na alarm

Oświadczenie wystosowane przez organizację merów głosi, że ataki na instytucje publiczne, do których doszło podczas sobotnich demonstracji stanowią zagrożenie dla całego narodu. Merowie zaapelowali, by samorządowcy i wszyscy inni chętni zebrali się od południa w poniedziałek przez siedzibami władz lokalnych.

Inna organizacja samorządowców, France Urbaine, która zrzesza wielkie miasta, metropolie i aglomeracje, zażądała spotkania z premierem Sebastienem Lecornu. Organizacja podkreśliła, że doszło do „ekstremalnych zamieszek ulicznych”, aktów wandalizmu i grabieży, „plądrowania merostw, budynków publicznych i obiektów handlowych”.

Poszczególni merowie i przedstawiciele administracji państwowej podnoszą kwestię obecności wystarczających sił policyjnych. Mer Nicei Eric Ciotti zażądał dodatkowych sił policyjnych dla swojego miasta. 

Bertrand Gaume, prefekt departamentu Nord, którego głównym miastem jest Lille, przyznał, że liczebność sobotnich protestów była wyższa niż oczekiwano i wobec tego należało dostosować liczebność policji. - Nie można zaprzeczyć, że w Lille, jak i w całym kraju, mobilizacja była wyższa od prognoz - powiedział Gaume. 

Guillaume Guerin, mer miasta Limoges, w którym pożar wzniecony podczas zamieszek poważnie zniszczył budynek ratusza ocenił, że tam, jak i w innych miastach, policja wycofała się w konfrontacji z wandalami. Guerin ocenił, że w obliczu „dzikich hord” państwo „porzuciło” funkcjonariuszy.

Przed sobotnimi demonstracjami, po których wybuchły zamieszki, MSW szacowało, że manifestacje i pochody zgromadzą 150 tys. osób poza Paryżem i około 40-80 tys. w stolicy. Rzeczywista liczba, którą MSW podało w sobotę wieczorem, była znacznie wyższa: 550 tysięcy osób w całym kraju, w tym 110 tys. w Paryżu.

Agencja AFP cytuje w niedzielę eksperta zajmującego się kwestiami porządku publicznego, który przyznał, że siły policji były wyraźnie niedoszacowane i że służby specjalne popełniły błąd w prognozach.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Świat