Od 1947 roku za najniżej położone miejsce w Polsce eksperci uznawali Raczki Elbląskie. Miejscowość leżącą 1,8 metra poniżej poziomu morza. Tak wynikało z ustaleń, których dokonano tuż po drugiej wojnie światowej. I taka też informacja wylądowała w podręcznikach do geografii. Po latach okazało się, że to nie do końca prawda.
Najpierw wojna pochłonęła polder
Zanim jednak przejdziemy do sedna, znów cofnijmy się w czasie do lat z początku wojny. To właśnie wtedy powstała Depresja Marzęcińska. Teren w okolicach wsi Marzęcino na Żuławach Wiślanych, w powiecie nowodworskim. Powstał jako polder, osuszony i wydzielony z części Zalewu Wiślanego zwanej Stobieckim Zakątkiem.
W 1945 roku teren ponownie zalano. To był fragment większej katastrofy. Literatura nazywa ją "żuławską apokalipsą". Rozległe obszary regionu znalazły się wtedy pod wodą. Przywracanie stanu sprzed zalania zajęło cztery lata, od sierpnia 1945 do końca 1949 roku. Wypompowywano wodę, osuszano teren - krótko mówiąc działo się wielkie przedsięwzięcie hydrotechniczne.
Zresztą cały region Żuław powstawał przez wieki w podobny sposób. Wisła osadzała muł, piasek i torf w dawnej zatoce. Od XVI wieku osadnicy, w tym olędrzy znad Morza Północnego, usypywali wały i tworzyli poldery. Powiększali krok po kroku obszar suchego lądu.
Historyk, geodeta i mapa sprzed wojny
A teraz przenosimy się do 2013 roku.
W ręce Edmunda Łabieńca, historyka i nauczyciela w miejscowej szkole, trafiła wtedy przedwojenna mapa Żuław z 1935 roku. Potwierdziła dawny zasięg wód w tym rejonie. Łabieniec razem z geodetą Jackiem Grossem zaczęli szukać potwierdzenia w terenie. Przemierzyli ze specjalistyczną aparaturą kilkaset hektarów okolicy. Efekt? Mężczyźni odnaleźli kilkadziesiąt punktów leżących poniżej dwóch metrów pod poziomem morza. Ich terenowe pomiary GNSS wykazały głębokość sięgającą 2,07 metra poniżej poziomu morza.
Dwie liczby, jeden rekord
Odkrycie nie od razu wylądowała w oficjalnych dokumentach. Wyniki musiały być potwierdzone przez Główny Urząd Geodezji i Kartografii. I tak też się stało, ale urzędnicy wykorzystali inną metodę. Pomiarów dokonali na podstawie skaningu laserowego oraz ortofotomapy z 2019 roku.
Ta oficjalna metoda dała nieco inny wynik niż pierwsze pomiary terenowe. 2,2 metra zamiast 2,07.
Ostatecznie dopiero Mały Rocznik Statystyczny Polski na 2022 rok przesądził sprawę. Od tamtej pory Główny Urząd Statystyczny oficjalnie uznał Marzęcino za nowy, najniżej położony punkt w Polsce.
Depresja klasyfikowana jest jako naturalna, nie antropogeniczna. Niski poziom gruntu to efekt wielowiekowego osadzania materiału przez rzekę, nie wykopania terenu przez człowieka. To odróżnia Marzęcino od innego, głębszego punktu na Żuławach, odrzuconego właśnie dlatego, że powstał wskutek wydobycia torfu.
Miejsce wciąż trzeba bronić przed wodą
Dziś najniższy punkt Polski oznacza wieża triangulacyjna, widoczna z daleka pośród pól. Droga dojazdowa jest nieutwardzona. Samo miejsce niczym szczególnym nie wyróżnia się z krajobrazu, poza faktem bicia rekordu.
Teren pozostaje suchy tylko dzięki stale działającemu systemowi wałów, śluz i pomp. Charakterystycznemu dla całych Żuław. W Marzęcinie zachowała się pamiątka po dawnej walce z wodą, stara śluza z 1884 roku, z samoczynnie zamykającymi się wrotami przeciwsztormowymi.
Raczki Elbląskie wciąż mają swój pamiątkowy słupek przy drodze. Z napisem informującym o rekordzie, który już od kilku lat nie jest aktualny.