Oskarżonymi są mężczyźni w wieku 20 i 31 lat. Zostali zatrzymani pod Białymstokiem w październiku ub. roku tuż po odbiorze pieniędzy od jednej z oszukanych osób; w tym przypadku szybko zareagowała rodzina, a policja ustaliła, że sprawcy jadą taksówką. Mieli przy sobie ponad 50 tys. zł zabrane od tej osoby.
Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Białymstoku. Dołączono do niego wątki z innych części Polski, w tym postępowania już umorzone, bo nie udało się ustalić sprawców. Były wśród nich sprawy sięgające 2024 roku.
Według śledczych, obaj oskarżeni pełnili w grupie przestępczej rolę tzw. odbieraków, czyli to oni przychodzili po pieniądze do osób, które uwierzyły w wypadek spowodowany przez kogoś bliskiego i możliwość zapłacenia za uniknięcie odpowiedzialności karnej przez tę osobę lub w akcję policji, która rzekomo bada autentyczność gotówki i dlatego potrzebuje ją zabrać.
Grupa działała według znanego schematu - były w niej osoby dzwoniące i odbierające pieniądze; do wytypowanych osób dzwoniła kobieta podająca się za wnuczkę, lub mężczyzna podający się za policjanta.
Oskarżonym przypisano łącznie udział w pięciu oszustwach dokonanych i jednym usiłowaniu (chodziło o 120 tys. zł); co do jednego są to zarzuty wspólne, za pozostałych pięć odpowie jeden z nich - poinformowała w czwartek szefowa Prokuratury Rejonowej w Białymstoku Elwira Laskowska.
Ponieważ w jednym przypadku kwota szkody przekraczała 200 tys. zł (było to 305 tys. zł), 31-latkowi grozi do 10 lat więzienia, jego 20-letniemu wspólnikowi - do 8 lat.
Akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego w Białymstoku. Na razie nie ma terminu rozpoczęcia tego procesu.