Wichury, które przeszły w sobotę nad Warszawą i okolicami, siały spustoszenie. Zgłoszeń było tak dużo, że nie można było się połączyć z numerem 112. Połamane drzewa spadały na budynki i jezdnie. Jedno z nich runęło na budynek Ambasady Izraela. Z jednego z wieżowców na Złotej silny podmuchu wiatru urwał elementy elewacji, które następnie runęły w dół. Na szczęście nikt nie został poszkodowany.
Na godzinę 20.00 na Mazowszu odnotowano ponad 4467 zdarzeń związanych z silnym wiatrem. W Warszawie było ich najwięcej 761 - przekazała Urbanowska.
Wichura spowodowała uszkodzenia linii energetycznych. Bez prądu pozostawało przez wiele godzin tysiące mieszkańców. "Nie można było się dodzwonić na infolinię Stoen Operator" – mówi pani Jolanta z Białołęki. Na wielu osiedlach w tej dzielnicy prądu nie było przez 3-4 godziny.
Bez prądu byli także mieszkańcy Gocławia. "Sąsiad zablokował się w windzie" – mówi pani Ela z jednego z gocławskich osiedli. Został uwolniony dopiero po włączeniu zasilania. Pozamykane były sklepy.
Jednak do najbardziej dramatycznych wydarzeń doszło w Otwocku i Sulejowie (pow. wołomiński). Tam przywalone konarami złamanych drzew zginęły dwie osoby.
W Garwolinie maszt telekomunikacyjny przewrócił się na blok mieszkalny, a w Górze Kalwarii wichura zerwała 70 m.kw. dachu ze szkoły.