GUS eksperymentuje. Właśnie opublikował wyniki badania liczby osób faktycznie przebywających w Polsce. Tym razem jednak specjaliści użyli nowej metody badań. Nie opierali się wyłącznie na meldunkach, urodzeniach, zgonach i migracjach, ale sięgnęli po zupełnie inne narzędzie, tak zwane ślady życia. Najpierw na tapet wzięli Wrocław.
Imigranci i studenci robią różnicę
Jak tłumaczy Gazecie Wrocławskiej Joanna Hausman-Czerwińska, dyrektorka Departamentu Integracji i Zarządzania Danymi w GUS, metoda ta polega na sprawdzeniu, czy dana osoba, posiadająca numer PESEL, wykazuje aktywność w co najmniej jednym dodatkowym rejestrze administracyjnym. Chodzi na przykład o system ubezpieczeń, pobieranie świadczenia, rozliczanie podatków czy uczęszczanie dziecka do szkoły.
Według oficjalnego bilansu, opartego na tradycyjnej metodzie liczenia, Wrocław zamieszkuje około 672 tysięcy osób. Tymczasem dane oparte na "śladach życia" wskazują liczbę o prawie 120 tysięcy większą. Jak się okazuje, faktycznie we Wrocławiu przebywa niemal 800 tysięcy osób.
Skąd się wzięła tak duża rozbieżność? W dużej mierze to konsekwencja imigracji, głównie ukraińskiej, nieujętej w systemie meldunkowym, ale także tysięcy studentów i pracowników, którzy wynajmują mieszkania bez formalnego zameldowania.
"Problem" dotyczy całej Polski
Nowa metoda obliczeniowa ujawniła także inne ciekawe fakty. Wrocław wyprzedził wszystkie inne duże polskie miasta pod względem udziału cudzoziemców w populacji. Stanowią oni już około 20 procent mieszkańców. To więcej niż w Warszawie, gdzie odsetek ten wynosi prawie 15 procent.
Co ciekawe, zjawisko ujawnione przez "ślady życia" nie dotyczy tylko stolicy Dolnego Śląska. W skali całego kraju, według najnowszych danych, w Polsce faktycznie przebywa około 38,8 miliona osób, w tym blisko 2,3 miliona cudzoziemców. To wzrost rok do roku o niemal 215 tysięcy.
Marcin Wojdat, dyrektor Centrum Analiz i Badań Unii Metropolii Polskich, podkreśla w Gazecie Wrocławskiej, że za każdą dodatkową osobą pokazaną w nowych danych stoi realny pasażer komunikacji miejskiej, uczeń, pacjent albo podatnik. Samorządy od lat funkcjonowały w realiach, w których oficjalne statystyki nie oddawały prawdziwej skali miasta.