KL Dachau zajmował wśród niemieckich obozów koncentracyjnych miejsce szczególne. Od 1940 roku kierowano tam duchownych z okupowanej Europy, tworząc wydzieloną część dla księży – tzw. Priesterblock. Przez obóz przeszło około 250 tysięcy więźniów. Wśród nich znalazło się 2720 duchownych różnych wyznań. Najliczniejszą grupę stanowili polscy księża - 1780, z których w dniu wyzwolenia obozu przez wojska amerykańskie ocalało około 870.
Polskim kapłanom przydzielono odrębny blok numer 28. Poddawani byli większym szykanom niż pozostali osadzeni. Ryzykując własnym życiem, odprawiali potajemne nabożeństwa dla wszystkich chętnych, niezależnie od narodowości czy wyznania. Obozowa administracja w odpowiedzi umieszczała w ich bloku więźniów-konfidentów, wrogo nastawionych do Kościoła.
Pretekstem do wielkanocnej kaźni było naruszenie obozowego regulaminu przez księdza Stanisława Wierzbowskiego. Niemcy stosowali zasadę odpowiedzialności zbiorowej - karano wszystkich osadzonych w danym bloku. Powód mógł być błahy, nawet nierówno zaścielona prycza. Ksiądz Wierzbowski, mający wówczas 45 lat, został ukarany chłostą i osadzony w karcerze. Zmarł prawdopodobnie na skutek pobicia, choć w obozowej kartotece wpisano jako przyczynę zgonu niewydolność serca przy zapaleniu płuc.
Ale to był dopiero początek.
Szykany od świtu do zmierzchu
Obozowi strażnicy postanowili, że wszyscy polscy księża - także najstarsi i najbardziej schorowani - przez kolejne dni będą zmuszani do udziału w tzw. „sportach". Zaczęło się 28 marca, w Niedzielę Palmową. Trwało do 6 kwietnia, Poniedziałku Wielkanocnego. Codziennie od szóstej rano do szóstej wieczorem.
Jeden z ocalałych, ks. Henryk Malak, wspominał: „Prowadzą nas na plac apelowy, dzielą na setki, na czele każdej staje jeden z esesmanów, blokowych albo starszych izby i… rozpoczyna się krwawy sport."
Ks. Leon Stępniak - jeden z najmłodszych polskich księży w KL Dachau, wyświęcony zaledwie trzy miesiące przed wybuchem wojny - opisywał to, co przeżył: „Osadzeni musieli na komendę padać, potem rzucać się w kałuże, błoto, a oni chodzili po nas, wdeptywali w błoto. I tak na zmianę: marsz krokiem wojskowym, bieg, ćwiczenia gimnastyczne".
Strażnicy nieustannie wynajdywali nowe sposoby dręczenia. W porze obiadowej, gdy inni więźniowie mogli coś zjeść i odpocząć, duchownym z ukaranego bloku nakazywano sprzątanie terenu - wcześniej celowo zaśmieconego przez niemieckich zbrodniarzy. „A kiedy w czasie ćwiczeń ktoś zasłabł, oblewano go wodą, kopano i bito" – zapamiętał ks. Stępniak.
Wiara przetrwała
Kilkudniowy maraton bicia i poniżania kilku duchownych przypłaciło życiem. Jedną z ofiar był ks. prałat Dominik Kaczyński - przed wojną budowniczy kościoła Matki Bożej Zwycięskiej w Łodzi i pierwszy proboszcz tej parafii.
Tortury przerwano tak samo raptownie, jak je rozpoczęto. Ks. Franciszek Korszyński, późniejszy biskup pomocniczy włocławski, wspominał: „W poniedziałek po Wielkanocy, przyszedłszy na obiad, zastaliśmy łóżka w porządku, nie potrzebowaliśmy ich budować. (…) Oznaczało to, że skończyły się ćwiczenia karne. Był 6 kwietnia".
Mimo bestialstwa strażników, duchowni nie złamali się. Ks. Stefan Wincenty Frelichowski - błogosławiony Kościoła katolickiego, beatyfikowany w 1999 roku przez Jana Pawła II - powiedział wówczas do współwięźniów, że te cierpienia „na pewno policzy nam Bóg w niebie i że szykany nam będą ku dobremu (…) tam w niebie".
Kolejna Wielkanoc w 1943 roku wyglądała już inaczej. Duchowni mogli odbierać paczki od rodzin i wspólnie spożywać świąteczne posiłki. Ks. Stępniak opisywał: „Każdy z nas swoją cząstkę jedzenia odłożył na koc rozpostarty na łóżku. Zasiedliśmy do wspólnego śniadania wielkanocnego".
Prawdziwa radość nadeszła 29 kwietnia 1945 roku, gdy do KL Dachau wkroczyły wojska amerykańskie. Prawosławny duchowny Gleb Aleksandrowicz Rahr opisywał tę chwilę: greccy i serbscy księża nałożyli prowizoryczne szaty liturgiczne na więzienne mundury i zaczęli śpiewać.
Dziś na terenie dawnego KL Dachau stoją kaplice i miejsca pamięci różnych wyznań. Są świadectwem tego, że wiara - nawet wdeptywana w błoto przez Niemców - przetrwała. A jej świadkowie zasługują na pamięć szczególnie w czasie Świąt Wielkanocnych.