Minionej nocy w pobliżu miejscowości Osiny na Lubelszczyźnie spadł wojskowy dron. Mieszkańcy okolicznych domów usłyszeli głośny huk i zobaczyli błysk eksplozji. W trzech pobliskich budynkach popękały szyby. Na szczęście w zdarzeniu nikt nie ucierpiał.
Po godzinie 15 Prokurator Okręgowy w Lublinie Grzegorz Trusiewicz poinformował, iż wojskowy biegły potwierdził, że urządzenie przenosiło materiał wybuchowy. Zaznaczył jednak, że nie udało się jeszcze zidentyfikować pochodzenia, ani rodzaju drona.
Około 2 godziny później konferencję prasową zorganizował minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, który poinformował, iż urządzenie najprawdopodobniej pochodzi z Rosji a zdarzenie nazwał prowokacją. Gen. Dariusz Malinowski przekazał z kolei, iż dron był wabikiem i posiadał ładunek wybuchowy do samodestrukcji. Wciąż nieznany był jednak model urządzenia.
O tym, jaki konkretnie dron spadł na Lubelszczyznę powiedział w rozmowie z agencją Reuters rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Paweł Wroński. - Obiekt, który w nocy wylądował na polu kukurydzy we wschodniej Polsce, był rosyjską wersją drona Shahed - poinformował.
Wcześniej "Rzeczpospolita" informowała, iż odnalezione szczątki pochodziły z irańskiego bezzałogowca Shahed 131/136. Rosja wykorzystuje te maszyny do ataków na infrastrukturę cywilną i cele wojskowe. Sprzęt ulega zniszczeniu przy detonacji przenoszonego ładunku.
Portal Money.pl przypomina z kolei, iż w lutym br. pisano o żądaniach cenowych Irany wobec Rosji. - 375 tys. dolarów za sztukę, po negocjacjach 290 tys. dol. przy zamówieniu 2 tys. dronów i 193 tys. dol. przy 6 tys. sztuk - pisał portal defence24.pl. Według brytyjskiego "The Guardian", koszt produkcji jednego takiego drona wynosi od 20 do 50 tysięcy euro.