Portal Niezalezna.pl zwrócił się do wydziału prasowego stołecznego ratusza z pytaniem o to, kto dokładnie wchodzi w skład miejskiego zespołu audytującego w Szpitalu Południowym. Uściślijmy, że nie pytaliśmy o nazwiska, lecz po prostu: kto prowadzi audyt. W odpowiedzi Marzena Gawkowska z Urzędu m.st. Warszawy przekazała, że... tożsamość kontrolerów nie zostanie ujawniona.
– napisała przedstawicielka ratusza. Dodała również, że ujawnienie personaliów na tym etapie "mogłoby zakłócić prawidłowy przebieg czynności, narazić audytorów na nieuprawniony nacisk zewnętrzny oraz naruszyć ich dobra osobiste"; powołała się przy tym m.in. na przepisy RODO.
Podkreślmy: nie podano nawet, czy ludzie audytujący Szpital Południowy pełnią w stołecznym ratuszu jakieś funkcje, a jeśli tak, z jakim wydziałem lub biurem są związani. Trzeba tu przypomnieć, że dyrektorka stołecznego Biura Audytu Wewnętrznego Magdalena Soszyńska-Kamieniecka od 2019 r. sama zasiada w radzie nadzorczej jednego ze stołecznych szpitali (Szpitala Czerniakowskiego.).
Dlaczego ukrywanie nazwisk audytorów budzi wątpliwości?
Brak transparentności w kwestii składu zespołu kontrolnego ma szczególne znaczenie w kontekście powiązań politycznych wokół placówki. Do niedawna w radzie nadzorczej Szpitala Południowego zasiadali ludzie związani ze środowiskiem Platformy Obywatelskiej, choćby Aldona Machnowska-Góra, zastępczyni prezydenta Warszawy, czy Robert Kempa, wywodzący się z KO burmistrz Ursynowa. Co więcej, Rafał Trzaskowski oraz inni przedstawiciele jego partii byli głusi na alarmujące doniesienia, które już wcześniej próbował przekazywać dr Emil Jędrzejewski – chirurg ze Szpitala Południowego i główny sygnalista w tej sprawie.
To właśnie dr Jędrzejewski we wtorkowym wywiadzie w Kanale Zero ujawnił szokujące kulisy funkcjonowania Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Z jego relacji wynika, że procedury medyczne były wykonywane w sposób wadliwy, a w wyniku błędów lekarskich dochodziło do powikłań, które w niektórych przypadkach kończyły się śmiercią pacjentów. Lekarz poinformował również, że w placówce miało dochodzić do fałszowania dokumentacji medycznej. Jak ocenił poseł PiS Sebastian Kaleta podczas środowego briefingu prasowego, „z relacji lekarza-sygnalisty jawi się obraz umieralni na SOR-ze”.
Sprawa ma również wymiar finansowo-polityczny. Dawid Kacprzyk w ubiegłym roku - jeszcze w trakcie specjalizacji z anestezjologii – miał zarobić 1,6 mln zł. Na prowadzonym przez niego oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki. Po wybuchu afery Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w KO oraz z mandatu radnego dzielnicy Ursus, a także zwrócił szpitalowi pół miliona złotych.
Spóźniona reakcja i ostre słowa prezesa PiS
Dopiero po nagłośnieniu sprawy w mediach, prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski odwołał zarząd i radę nadzorczą szpitala oraz zapowiedział kroki prawne. We wtorek późnym wieczorem poinformował na platformie X: „Zwrócę się jutro z wnioskiem do Prokuratora Generalnego o pilne podjęcie stosownych czynności wyjaśniających”.
Do sytuacji w warszawskich szpitalach odniósł się w środę prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, który zaapelował o powołanie niezależnej Komisji Zaufania Publicznego. Lider PiS nie szczędził ostrych słów, komentując doniesienia o sytuacji w Szpitalu Południowym.
– napisał Jarosław Kaczyński.
W sprawie Szpitala Południowego toczą się obecnie dwa śledztwa prokuratorskie – dotyczące oszustwa na kwotę ponad pół miliona złotych oraz nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Postępowanie wszczął również Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej.