W Gdańsku odbyła się w czwartek i piątek Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy.
Wydarzenie odbyło się w cieniu napiętych relacji między Polską a Ukrainą wywołanych działaniami Wołodymyra Zełenskiego i nadaniem imienia "Bohaterów UPA" jednej z ukraińskich jednostek wojskowych. W efekcie prezydent RP Karol Nawrocki zdecydował o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego, który otrzymał w 2023 r. W dalszej reakcji - polskie odznaczenia zwróciła część ukraińskich polityków, a część polskich polityków - odznaczenia ukraińskie.
Interesy Sadowego
Cieniem na tę imprezę rzuciła się także inicjatywa Dzień Odporności Lwowa, którą w Gdańsku zrealizował mer Lwowa, Andrij Sadowy.
Uzyskaliśmy 2,5 mln euro wsparcia dla Lwowa i zawarliśmy sześć umów z zagranicznymi partnerami - poinformował w środę Sadowy na platformie X. Porozumienia, o których mówił, zostały zawarte z podmiotami z Litwy, Niemiec, Czech, Szwecji i Francji. Polskich firm bądź instytucji w tym gronie nie było.
Obecność Sadowego w Gdańsku skomentował podczas jednej z konferencji prasowych prezes PiS, Jarosław Kaczyński, zaznaczając, że "sama obecność Sadowego jest demonstracją ze strony Ukrainy, jak mają wyglądać relacje z Polską".
Kaczyński nazwał mera Lwowa "oczywistym banderowcem" i człowiekiem, który "nie płaci polskiej firmie za wykonane prace".
Sadowy stwierdził, że "z powodu niewywiązania się ze zobowiązań miasto było zmuszone do odstąpienia od umowy" z firmą i zapowiedział wejście na drogę sądową "z takimi bezpodstawnymi oskarżeniami".
- Mer Lwowa straszy procesem sądowym Jarosława Kaczyńskiego, lidera PiS, który w najtrudniejszym momencie wojny stał po stronie Ukrainy, a nie kalkulacji i tchórzostwa? To hańba, to skandal
- skomentował to były premier, Mateusz Morawiecki.
Polska firma odsunięta
W marcu Rada Miejska Lwowa informowała, że lwowskie przedsiębiorstwo komunalne Zielone Miasto wysłało polskiej firmie Control Process S.A., zawiadomienie o rozwiązaniu umowy na budowę kompleksu przetwarzania odpadów komunalnych. Zdaniem polskiej firmy ukraiński kontrahent nie ma podstaw do odstąpienia od umowy. Firma poinformowała także, że kwestie sporne były przedmiotem rozstrzygnięć procedur arbitrażowych FIDIC (The International Federation of Consulting Engineers — Międzynarodowa Federacja Inżynierów Konsultantów). Wiceprezes Control Process Tomasz Wiatr powiedział PAP, że „oczekuje respektowania międzynarodowych kontraktów” i liczy na szybką zmianę decyzji mera Lwowa, która pozwoli dokończyć prace budowlane.
"Potępiamy działania władz Lwowa wobec polskiej firmy, a ignorowanie ustaleń międzynarodowego arbitrażu uznajemy za niedopuszczalne" - stwierdził w mediach społecznościowych Maciej Wewiór, rzecznik MSZ RP.
Na jego wpis zuchwale odpowiedział Sadowy.
"Zanim zacznie Pan komentować sprawę polskiej firmy we Lwowie, radziłbym choć trochę zapoznać się z jej istotą. A na początek proszę uprzejmie udostępnić to „ustalenie międzynarodowego arbitrażu”, o którym Pan mówi" - stwierdził mer Lwowa.
"Trzeba być nieugiętym, czujnym i sprytnym"
Dzisiaj temat ten pojawił się w programie "Rewolwer" na antenie TV Republika.
Katarzyna Gójska, zastępca redaktora naczelnego "Gazety Polskiej", stwierdziła, że "nie nazwałaby Sadowego banderowcem".
- To obrzydliwy cynik, który od lat zachowuje się w sposób straszny. On moim zdaniem nie ma żadnych poglądów poza tym, że nie cierpi Polaków tak po prostu. Jest człowiekiem bardzo antypolskim, co udowadniał w sytuacjach stosunkowo prostych, dot. chociażby kościołów we Lwowie. Trochę powstrzymywał się po wybuchu wojny, ale jak ktoś go zna, widział to, jak wiele kosztuje go to powstrzymywanie się - powiedziała.
Dodała, że w jej rozumieniu polityka zagraniczna to przede wszystkim interesy.
- Emocje są między ludźmi, a jak między państwami są tylko emocje, a nic za tym nie idzie - emocje mogą być narzędziem, a na końcu jest zawsze pytanie: "co my z tego mamy?". Ja widzę nieprawdopodobną nieskuteczność i tyle. Teraz, w czasach tego rządu, jest ona rozkładająca, ale widzę też nieskuteczność poprzedniego rządu. Jeżeli mamy dyplomację, to ja oczekuję, że ona jest utrzymywana po coś. Jeśli nagle państwo polskie, całe dostaje rozedrgania, bo prezydent Zełenski podpisał dekret, który nadaje imię "bohaterów UPA". Dlaczego teraz dostaliśmy tego rozedrgania, skoro to jest piąty dekret? I każdy struga głupa, że dopiero teraz się dowiedział - wskazała Katarzyna Gójska.
Przypomniała o dekrecie, jaki Wołodymyr Zełenski podpisał kilka dni po rocznicy krwawej niedzieli - 14 lipca 2025 r. Na jego mocy nadano 31. Samodzielnej Brygadzie Zmechanizowanej imię gen. chor. UPA Leonida Stupnickiego ps. Honczarenko, szefa sztabu UPA-Północ.
Dwa-trzy dni po rocznicy krwawej niedzieli imiennym patronem jednej z jednostek ukraińskich wojska został gość, który był szefem sztabu UPA-Północ, czyli tych, którzy działali na Wołyniu. Głównym zbrodniarzem był Kłym Sawur [właśc. Dmytro Klaczkiwski], a Stupnicki był szefem sztabu. On jest patronem jednostki od prawie roku i nikt na to nie zwrócił uwagi, nikomu to nie przeszkadzało. Mało tego - jest historia, że większość rozkazów mordowania Polaków była "na gębę", ale akurat jest kilka rozkazów podpisanych łapą tego zbrodniarza. Nikt tego nie zauważył. Jeżeli mamy być skuteczni, to nie możemy się co jakiś czas obudzić, obruszyć, spazmów dostawać. Po prostu trzeba być nieugiętym, konsekwentnym, czujnym i sprytnym od samego początku
- skwitowała red. Gójska.