- Parlament Europejski się zmienił. Rzeczywiście piętnaście lat temu Unia Europejska to był klub dyskusyjny. Dziś tak już nie jest. 90 proc. prawa, które mamy w Polsce, jest uchwalane właśnie tam. Tam trzeba iść, bić się i walczyć i nie bagatelizować - rozpoczął Patryk Jaki, mówiąc o zmianach w polityce migracyjnej.
Podkreślił, że „w kwestii paktu migracyjnego wszystko jest już ustalone”. - Ten pakt mówi o tym, że Unia Europejska będzie zbierała migrantów z całej Europy i będzie odbywała się tzw. „obowiązkowa solidarność”. Jeśli któreś z państw nie będzie chciało skorzystać z tej „obowiązkowej solidarności” to będzie mógł zapłacić specjalny podatek migracyjny w wysokości 20 tysięcy euro - przypomniał.
Zastrzegł jednak, że „istnieje też część paktu – rozporządzenie kryzysowe”. Tłumaczył: „Jeśli Unia Europejska ogłosi kryzys migracyjny to wtedy nie będzie można się wykupić podatkiem migracyjnym, a będzie już trzeba przyjmować migrantów. Nie będzie też żadnych ograniczeń w przyjmowaniu migrantów”.
I dalej:
„Pada taki argument, że imigranci, którzy przypływają do Włoch, powinni być „sprawiedliwie rozlokowani”. Tu nie jest sprawiedliwe. Oni przypływają za każdym razem, kiedy ktoś ich wzywa, żeby przypływali. Polacy nie należą do tych, którzy wzywają. Angela Merkel i Włosi również mieli taki rząd, który to popierał”.
- Nie wszyscy czytają to, co mówią europejscy liderzy. Na pewno zaś czytają przemytnicy ludzi. Za każdym razem, gdy pada zapewnienie, że wszyscy zostaną przyjęci i rozlokowani to jest jak list miłosny: „napychajcie statki kolejnymi ludźmi i wypychajcie” - mówił europoseł PiS.
Zapewnił, że „przemytnicy bardzo dobrze odczytują sygnały, widzą co się dzieje”.