Rzeczniczka generalna TSUE Tamara Ćapeta wydała opinię w odpowiedzi na pytania prejudycjalne polskiego SN dotyczące tzw. testu niezawisłości i bezstronności sędziego. Chodzi o kwestionowanie okoliczności powołania części sędziów SN z udziałem Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej na podstawie ustawy z grudnia 2017 r. (ustawy, która do dziś obowiązuje w niezmienionym kształcie).
O rozstrzygnięcie zapytaliśmy sędziego Łukasza Zawadzkiego, członka Krajowej Rady Sądownictwa.
- Jeżeli tak jest to znaczy, że wszyscy sędziowie, którzy zostaną zaopiniowani przez Krajową Radę Sądownictwa po 15 maja 2026 roku równie będą powołani wadliwie. Przecież w zakresie wyboru składu Krajowej Rady Sądownictwa - tej z lat 2018-2026 i obecnej - nie ma żadnej różnicy. Pod tą samą ustawą został wybrany sędziowski korpus Krajowej Rady Sądownictwa. Jeżeli konsekwentnie stosować to orzecznictwo TSUE to również do sędziów, którzy zostaną zaopiniowani przez obecny skład KRS
- powiedział nam.
Sędzia podniósł, że „TSUE nie ma kompetencji, aby orzekać w sprawach polskiego ustroju, w tym ustroju wymiaru sprawiedliwości”.
- To orzecznictwo ultra vires - poza kompetencjami. Polska nigdy nie przekazała ich Unii Europejskiej, tak jak żadne inne państwo nie przekazało kompetencji ustrojowych. To oznacza, że Trybunał działa poza zakresem kompetencji unijnych, poza własnym zakresem kompetencji. Jeżeli samo orzecznictwo TSUE jest ze sobą wzajemnie sprzeczne, a jednocześnie jest poza zakresem kompetencji, to nie ma się czym przejmować. Dalej stosujmy się do orzecznictwa sądów polskich. Zwracam tu szczególną uwagę na uchwałę z 3 grudnia 2025 roku, kiedy to Sąd Najwyższy stwierdził, że prawo unijne nie ma prymatu nad prawem krajowym - mówił.
Przypomniał, że w marcu tego roku TSUE wydał orzeczenie dokładnie przeciwnej treści.
- Wówczas była to odpowiedź na pytanie prejudycjalne sędziego Sądu Rejonowego w Poznaniu ze składu sędziego Bartłomieja Przymusińskiego, czyli obecnego prezesa Iustitii. Wtedy zapadła dokładnie odwrotna sentencja. TSUE wskazał, ze sama wadliwość powołania nie przesądza o wadliwości składu. Teraz mamy orzeczenie w drugą stronę, które dotyczy sędziów Sądu Najwyższego
- wytknął Trybunałowi w Luksemburgu.
Dopytywany, czy wyroki dadzą polityczne paliwo ministrowi sprawiedliwości Waldemarowi Żurkowi, odparł: „zapewne jest to orzeczenie, które wpisuje się w wizję polityczną Unii Europejskiej w stosunku do Polski. Ponadto jest zbieżne z interesem politycznym obecnej większości parlamentarnej. Jestem przekonany, że na podstawie tej decyzji procesowej minister sprawiedliwości będzie wyciągać dla siebie pozytywne skutki”.
- Przypominam też, że obecna Rada odbyła pierwsze posiedzenie na skutek zwołania jej przez I Prezesa SN sędziego Zbigniewa Kapińskiego - sędziego powołanego w trybie przewidzianym przez ustawę o KRS po 2018 roku. To nie przeszkadza ministrowi sprawiedliwości udziału w tych posiedzeniach. Przychodzi tam osobiście i zabiera głos. Nawet ten fakt świadczy o tym, że respektuje fakt zwołania KRS przez osobę, która rzekomo została wadliwie powołana. To już się nie klei, nawet z czysto logicznego punktu widzenia
- przyznał s. Zawadzki.
O komentarz w sprawie wyroków TSUE zwrócliśmy się też do rzecznika Sądu Najwyższego sędziego Igora Zgolińskiego.
- Żeby cokolwiek z tym zrobić, władza wykonawcza musiałaby to implementować do porządku prawnego. Póki tego nie ma, nie mamy o czym dyskutować - usłyszeliśmy.
Podobnie jak s. Zawadzki przyznał, że „działania TSUE są ultra vires - to pozatraktatowe poszerzanie granic kompetencyjnych”.
- Wiele krajów ma niekorzystne stanowiska TSUE i wcale tego nie implementuje do swoich porządków prawnych
-podkreślił rzecznik SN.
- Patrzymy na to ze spokojem. To kolejne orzeczenie poszerzające kompetencje, natomiast do polskiego porządku prawnego wnosi tyle, że jest to stanowisko skierowane do rządu - podsumował.