We wtorkowym orzeczeniu Trybunał Sprawiedliwości UE wskazał, że sama nieprawidłowość przy powołaniu sędziego nie przesądza jeszcze o braku jego niezawisłości. Jak podkreślił TSUE, w takiej sytuacji konieczna jest ocena wszystkich okoliczności związanych z nominacją. Decyzja TSUE to klęska szefa Iustitii - Bartłomieja Przymusińskiego, który skierował do TSUE pytania prejudycjalne w 2021 roku.
Zobacz więcej: Klęska szefa Iustitii w TSUE. Zapadł przełomowy wyrok ws. sędziów
Trybunał uznał, że sam udział KRS, działającej w obecnym kształcie po reformie wymiaru sprawiedliwości, w procedurze nominacyjnej sędziego, a także brak skutecznego środka zaskarżenia do sądu dla kandydatów, którzy nie otrzymali rekomendacji, nie są wystarczające, by automatycznie wyłączyć takiego sędziego od orzekania.
"Całkowita klęska obozu rządzącego"
Portal Niezalezna.pl zwrócił się z prośbą o komentarz do sprawy do polityków opozycji. Sebastian Kaleta, wiceminister sprawiedliwości w rządzie Zjednoczonej Prawicy ocenił, że "oczywiście TSUE nie ma żadnych kompetencji, by się tym zajmować, ale patrząc z perspektywy wieloletnich działań siepaczy praworządności w Polsce - jest to ich kompromitacja".
Nawet TSUE uważa, że nie można generalnie podważać statusu sędziów. Zresztą, my to wiedzieliśmy, podkreślaliśmy przez wiele lat, że sprawa europejskich nakazów aresztowania, które są objęte obszarem prawa unijnego - żadne państwo unijne nie zakwestionowało nigdy żadnego sędziego powołanego po 2018 roku. Zresztą, nie zrobił tego nawet sam TSUE. Ta dyskusja o nieprawidłowo powołanych sędziach jest dyskusją polityczną, która służy tylko i wyłącznie przejęciu pełnej władzy nad sądownictwem ze strony rządu.
– powiedział nasz rozmówca.
Podobną opinię wyraził Jacek Ozdoba, europoseł PiS.
Abstrahując od pozycji TSUE względem polskiego ustawodawstwa, bo oczywiście polska Konstytucja jest najważniejsza - narracja, że ktoś jest sędzią czy też nie, jest politycznym zabiegiem. Politycy KO sobie wybierają, które wyroki są ważne, a które nie. Przypomnę o sprawie dwóch mężczyzn, którzy rzekomo mogą być małżeństwem. W składzie orzekającym była osoba powołana po 2017 roku. Rozumiem, że władza nie będzie uznawała tej decyzji...
– zastanawiał się polityk.
Jego zdaniem, "decyzja TSUE w zakresie, że nie można podważać sędziów uderza w coś, co było mitem budowanym ze szkodą dla społeczeństwa. To jest gigantyczny problem dla opcji rządzącej, bo to pokazuje, że kłamali. Ponadto, to pokazuje, że decyzje sędziów powołanych po roku 2017, są w pełni legalne".
Całkowita klęska... Pytanie brzmi: kto teraz poniesienie za to odpowiedzialność? Kto poniesie odpowiedzialność za słowa, które powtarzał zarówno Adam Bodnar, jak i obecny minister sprawiedliwości. To kompromituje tę władze. TSUE potwierdza, że oni dopuścili się poważnych przestępstw.
– podsumował Ozdoba.
Warchoł: to orzeczenie jest jak bomba!
Orzeczenie TSUE, w rozmowie z redakcją Niezalezna.pl skomentował również Marcin Warchoł, były wiceminister sprawiedliwości. W jego ocenie, "to orzeczenie jest jak bomba atomowa zrzucona na koalicję 13 grudnia. Zmiotła wszystko co do tej pory mówili co gorsza robili w wymiarze sprawiedliwości".
"Nie ma neosędziów. Ci, którzy podważali z tego powodu zrobili to niezgodnie z prawem polskim i europejskim. Przekroczyli swoje uprawnienia sędziowskie i to w sposób rażący"
- dodał.
Jak podkreślił, "to oznacza również, że wszytko decyzje ministrów oparte na rzekomej koncepcji neosędziów (nieuznawanie KRS), cofnięte awanse, sędziowie pozbawieni swoich funkcji, odsunięci od orzekania - to wszystko TSUE wyrzucił do kosz".
"To oznacza, że TSUE wytracił z rąk Tuska i Żurka wszystkie argumenty prawne i polityczne. Całą swoją rebelię oparli przecież na rzekomej niezgodności naszych reform z prawem unijnym" - zaznaczył Warchoł.
Jednocześnie, jego zdaniem, "TSUE dostarczył najmocniejszego argumentu za tym , żeby projekt prezydencki przywrócenia praworządności w Polsce był jak najszybciej w sejmie procedowany".