Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polska

To nie „nasi chłopcy”. Katarzyna Gójska o realizacji w Polsce polityki historycznej Berlina

W całej sprawie tej nieszczęsnej wystawy najważniejsza jest odpowiedź na pytanie: dlaczego przedstawiciele naszego państwa, opłacani z naszych podatków, realizują przedsięwzięcia wpisujące się w interes obcego kraju?

Polityka historyczna jest potężnym narzędziem budowania pozycji państwa, a ponieważ w tej sferze trwa nieustanna – niekiedy zaciekła – rywalizacja, można zatem śmiało powiedzieć, iż to między innymi od niej zależy bezpieczeństwo czy dobrobyt. Każdego roku miliardy dolarów przeznaczane są przez największych światowych graczy na budowanie opowieści o własnej przeszłości w taki sposób, by budziła pozytywne skojarzenia u innych, wzmacniała dumę narodową czy, w końcu, neutralizowała straty wynikające z tych fragmentów przeszłości, o których współcześni chcieliby zapomnieć. Niemcy od dziesięcioleci mozolnie odbudowują się po bestialstwie II wojny światowej. Najpierw poprzez wyciszanie dyskusji, specjalny język, w którym „Niemców” zastąpili „naziści”, a potem stopniowo poprzez wikłanie innych narodów w odpowiedzialność za zbrodnie. Wystawa w Gdańsku to nic innego jak element polityki historycznej Berlina. W każdym elemencie realizuje ona jej cele – od umoczenia odpowiedzialnością Polaków, aż po podkreślanie odrębności „Pomorzan” od naszego państwa. Wszystko to służy dwóm celom. Pierwszy to pokazanie, iż zbrodnie w czasie II wojny światowej były zjawiskiem ponadnarodowym w Europie. Hitler był co prawda przywódcą państwa niemieckiego, ale tak naprawdę wszędzie wówczas panował duch nazizmu – inne narodowości niemal równie chętnie mu ulegały jak sami Niemcy. Dlatego oglądający wystawę mogą się dowiedzieć, że „nasi chłopcy” niby musieli iść do Wehrmachtu, ale jednak dostrzegali w tym obowiązku również element przygody, wręcz szansy na nowe życie. Drugi cel buduje z kolei świadomość odrębności Pomorza od Polski. Kreuje je jako byt niemal zewnętrzny, z jakąś własną tożsamością, historią i kulturą. I tak się składa, iż ta „zewnętrzność” jest bliska państwu niemieckiemu. Dla jasności – nie ma żadnej wyjątkowości Pomorza. Każda część Polski ma w jakimś stopniu swoją historię, tak jak każdy z nas ją posiada. W całej sprawie tej nieszczęsnej wystawy najważniejsza jest jednak odpowiedź na pytanie: dlaczego przedstawiciele naszego państwa, opłacani z naszych podatków, realizują przedsięwzięcia wpisujące się w interes obcego kraju?

Reklama

Źródło: Gazeta Polska
Reklama