Schreiber, który zabrał podczas debaty głos jako przedstawiciel klubu PiS, przyznał, że nie wyznaczono mu łatwego zadania.
"Ten projekt, ta ustawa nie jest ani łatwa, ani radosna ani popularna (...), ale jesteśmy w czasie niezwykłym. W czasach ciężkiego kryzysu nie można prowadzić tylko polityki >>ciepłej wody w kranie<<, nie można podejmować tylko decyzji łatwych i popularnych. W takich czasach trzeba przede wszystkim podejmować decyzje odpowiedzialne, a kierować się tylko jednym - racją stanu"
- podkreślił polityk.
Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów odniósł się do sześciu, jak to określił, "fake newsów" na temat intencji, jakie przyświecają Prawu i Sprawiedliwości w dążeniu do przeprowadzenia wyborów prezydenckich w drodze głosowania korespondencyjnego.
"Pierwszy z nich, wyjątkowo podły muszę powiedzieć, to że wnioskodawcy zajmują się tylko tematem wyborów. Otóż Wysoka Izbo, chcę zapewnić, że rząd premiera Mateusza Morawieckiego, większość parlamentarna pod przewodnictwem prezesa Jarosława Kaczyńskiego przede wszystkim dziś mają na celu walczyć o zdrowie i życie Polaków. Mają na celu walczyć o miejsca pracy"
- podkreślił Schreiber.
Dodał, że celem rozpatrywanego projektu jest właśnie walka o zdrowie i życie Polaków.
Kolejne "fake newsy", do których się odnosił, dotyczyły braku dążenia PiS do kompromisu, sensowności głosowania korespondencyjnego, możliwości przesunięcia terminu wyborów, możliwości wprowadzenia stanu nadzwyczajnego oraz zarzutów, że PiS "kalkuluje" w sprawie terminu wyborów.
Polityk PiS zarzucił opozycji odrzucenie kompromisowej - w jego odczuciu - propozycji zmian w konstytucji, zgłoszonej przez lidera Porozumienia Jarosława Gowina. Dowodził też, że wyborów - wbrew twierdzeniom m.in. opozycji - nie można przesunąć w zgodzie z konstytucją.
"Konstytucja jasno stanowi, że te wybory muszą się odbyć w terminie"
- powiedział.
Wymieniał przy tym kraje, które - mimo pandemii koronawirusa - nie przesunęły terminu wyborów, czyli Niemcy (wybory lokalne w Bawarii), Koreę Południową i Szwajcarię.
Odnosząc się do postulowanego przez opozycji wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, Schreiber ocenił, że nie jest to żadne "lekarstwo".
"Nie wprowadza się stanu nadzwyczajnego po to, by przesunąć termin wyborów"
- zaznaczył poseł PiS.
Zauważył ponadto, że wynik wyborów nie jest przesądzony, więc - jego zdaniem - nie może być tu mowy o żadnej kalkulacji.
"Zawsze łatwo można poznać głupca - to ten, kto twierdzi, że wie jak się skończą wybory. Otóż my tego nie wiemy. (...) Przyświeca nam tylko jedna kalkulacja - to chęć stabilizacji sytuacji w państwie, abyśmy wszyscy po tych wyborach, niezależnie od ich wyniku, razem z prezydentem nowo wybranym, mogli się zjednoczyć tylko w jednej sprawie - w walce z pandemią koronawirusa"
- zapewnił Schreiber.
Poseł złożył w imieniu swego klubu wniosek o niezwłoczne przejście do drugiego czytania, co oznacza skrócenie czasu pracy nad nim.