22 marca Prokuratura Krajowa przekazała, że wniosek Prokuratury Regionalnej w Szczecinie o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego został przekazany do Senatu RP. Jak podkreślono, wniosek dotyczy "podejrzenia przyjęcia korzyści majątkowych od pacjentów lub ich bliskich w czasie, gdy Tomasz Grodzki był dyrektorem szpitala specjalistycznego w Szczecinie i ordynatorem tamtejszego Oddziału Chirurgii Klatki Piersiowej".
Kilka dni temu, wicemarszałek Senatu, Bogdan Borusewicz, skierował pismo do szczecińskiej prokuratury, w którym domaga się poprawienia wniosku o uchyleniu immunitetu Grodzkiemu. Mają znajdować się w nim bowiem dwie wady formalno-prawne. Marszałek Senatu odcina się od tej sprawy.
- Prokuratura ma 14 dni na jego rozpoznanie, ale ten wniosek wróci i będzie rozpatrywany. Przeczytałem wszystkie przepisy dot. takich wniosków i w tych zapisach nie ma żadnych terminów, określających tryb postępowania. Zobaczymy, jaka będzie reakcja i postawa marszałka. Myślę, że honorowo powinien się zrzec immunitetu
- mówił dziś w radiowej Jedynce Stanisław Karczewski, senator PiS, były marszałek Senatu RP.
- Pan marszałek Grodzki w jednej z wypowiedzi stwierdził, że zrzeczenie się immunitetu może "spowodować jego aresztowanie". Absolutnie nie. Pan Grodzki, który wysyła swoich oponentów do sądu powinien sam oczyścić się z zarzutów. Życzę mu tego tak po ludzku, jako polityk i jako lekarz - dodał.
Katarzyna Gójska przypomniała o sprawach karnych, które z powództwa Tomasza Grodzkiego zostały wytoczone m.in. dziennikarzom "Gazety Polskiej", piszącym o procederze korupcyjnym zgłaszanym przez pacjentów Grodzkiego. W kontekście sytuacji związanej z immunitetem, określiła to mianem "podwójnych standardów".
- Dziwię się temu, bo [marszałek Grodzki] powinien honorowo zrzec się immunitetu, a stawianie dziennikarzom poważnych zarzutów budzi wątpliwości także w świetle ograniczenia wolności dziennikarskiej. To dziennikarski obowiązek - poszukiwanie i dochodzenie prawdy - wskazał Karczewski. Dodał, że sam "był inwigilowany przez dziennikarzy kilku redakcji", ale "nie przyszło mu do głowy, by stawiał ich przed sądem".