Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Śpiewają powstańcze mury od Gajcego. "Profetyczne frazy poety znalazły tragiczny finał"

Oko poety wychwytywało i wychwytuje więcej niż oko historyka – bo w percepcji używa serca i duszy. Gdy chcesz posłuchać głosów miasta musisz przyłożyć ucho, twarz, do ściany. Poczuć chłód i chropawość tynku. A gdy gdzieś daleko zadrży wybuch bomby: wtedy poczujesz go wszystkimi zmysłami, po dźwięk przeniknie po tobie, przeleci po policzku, spowoduje, że nie tylko usłyszysz, ale też doświadczysz. Serce zabije ci mocniej. Usłyszysz bicia serc tamtych, dawnych, sprzed lat ponad osiemdziesięciu - pisze w felietonie dla niezalezna.pl Tomasz Łysiak.

Tadeusz Gajcy napisał „Śpiew murów” na początku 1943 roku. Profetyczne frazy, w których do murów trzeba przyłożyć „konchę ucha”, by wsłuchać się w to, o czym szemrzą ściany warszawskich domów, znalazły potem swój mocny, tragiczny finał, gdy Warszawa płonęła w trakcie Powstania Warszawskiego. 

Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”

Oko poety wychwytywało i wychwytuje więcej niż oko historyka – bo w percepcji używa serca i duszy. Gdy chcesz posłuchać głosów miasta musisz przyłożyć ucho, twarz, do ściany. Poczuć chłód i chropawość tynku. A gdy gdzieś daleko zadrży wybuch bomby: wtedy poczujesz go wszystkimi zmysłami, po dźwięk przeniknie po tobie, przeleci po policzku, spowoduje, że nie tylko usłyszysz, ale też doświadczysz. Serce zabije ci mocniej. Usłyszysz bicia serc tamtych, dawnych, sprzed lat ponad osiemdziesięciu. 

A serce Warszawy biło w owych dniach sierpniowych mocnym rytmem polskim. Nić dźwięków wplotła się w owo bicie setnymi, tysięcznymi frazami: szeptami, ostatnimi pożegnaniami, informacjami powstańczej radiostacji, rozkazami, wiadomościami o losie najbliższych. Szumiały jakieś wichry splecione z pyłem. Czasem grzmot głuchy się przetoczył nad brukiem. W oddali chrzęst gąsienicy. Ktoś krzyknął. Inny zapłakał. Jakaś dobra dłoń położona na czole ów płacz gasi, jak ręka matki na czole spłakanego dziecka. To też dźwięk. Warkot karabinu maszynowego. Szczebiot palby zza węgła. Msza powstańcza – ksiądz odprawia łacińską liturgię na dziedzińcu ostrzelanej kamienicy. Płyną słowa – Et introibo ad altare Dei – i przystąpiłem do ołtarza Bożego. Klękają żołnierze z batalionu. A potem przeżegnają się, szepną słowa modlitwy i do boju. Popędzą, szybkie kroki, buty zahuczą na schodach. 

Skwierczy dogasająca belka pod zapadłym sufitem – żagwi się jak na wspomnienie września. Na niebie leci samolot, czarny, drapieżny ptak szukający celu, a potem rzuca w dół owalny pakunek śmierci. Kładziesz dłonie na uszach, zaciskasz mocno, ale i tak huk uderzy cię falą, wstrząśnie, obsypie pyłem i gruzem. 
Potem kwilenie dziecka – gdzieś w piwnicy. Matka go tuli, chowa, zasłania. Czy to mój Tata w trakcie powstania – malutki, kilkumiesięczny? Obok martwa jego siostrzyczka, moja ciocia, nigdy nie poznana? Babcia płacze… Opowie mi to wszystko potem. A jej głos, łamiący się, poruszony – dziecko nie żyje, bomba niemiecka zabiła – zostanie ze mną. Jest też płaczącym głosem powstańczej Warszawy. 

Tak mi też śpiewają mury od Gajcego. 

„Słuchaj tych głosów bo po to szczęśliwie
Ocalon zostały w tragicznej potrzebie
Byś chleb powszedni łamał sprawiedliwiej
I żył za tamtych i za siebie lepiej
Jak nie kochać strzaskanych tych murów
Tego miasta co nocą odpływa
Kiedy obie z grackiego marmuru
I umarła Warszawa i żywa
Jak nie kochać strzaskanych tych murów
Tego miasta co nocą odpływa
Kiedy obie z grackiego marmuru
I umarła Warszawa i żywa”.

 

Źródło: niezalezna.pl

NAJNOWSZE Polska