We wtorek 16 czerwca w Berlinie niemiecka policja brutalnie zaatakowała działaczy Ruchu Obrony Granic, którzy chcieli ustawić krzyż przy głazie poświęconym polskim ofiarom II wojny światowej. Uczestnicy zostali powaleni na ziemię i skuci kajdankami, a część z nich odniosła obrażenia wymagające pomocy medycznej. Najbardziej poszkodowani, w tym Robert Bąkiewicz trafili do szpitala.
Skandal odbił się szerokim echem, jednak pasywność w tej sprawie obecnie rządzących zaskakuje - jak dotąd nie ma informacji o adekwatnej interwencji w sprawie tego skandalu.
Dzisiaj do tych wydarzeń odniósł się podczas XXI Zjazdu Klubów "Gazety Polskiej" w Sulejowie Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości.
- To, co się zdarzyło w Berlinie, jak to często mówił "Kisiel", to był rezultat. To podsumowanie polityki na czworakach wobec Niemiec. Musimy na to zważać, bo reakcja w tej sprawie jest stosunkowo słaba. Musimy na to zważać, bo niezależnie, jak kto kogo ocenia - to zupełnie inna sprawa - oni by ludzi innej nacji w ten sposób nie potraktowali. To coś, co trwa od dziesięcioleci, mimo tego pastiszu pojednania. Nie ma żadnego pojednania. Rozmawiałem z dużo miększą niż obecny kanclerz i lepiej nastawioną i sympatyczniejszą osobą, panią Merkel i przedstawiłem jej pewne przykłady takich niemieckich zachowań, tylko nie chodziło o policję, a o prywatnych Niemców. Ona to po prostu zmilczała. Nie miała żadnych argumentów. Ja powiedziałem, że dopóki to się nie zmieni, nie będzie dobrych stosunków polsko-niemieckich
- mówił Kaczyński.
- No i reparacje, reparacje i reparacje - dodał.