Telewizja Republika była jedynym medium, które od początku do końca pokazało atak berlińskiej policji na grupę działaczy Ruchu Obrony Granic. Dziś Robert Bąkiewicz przekazał na antenie kolejne szczegóły z feralnego wieczoru. Zrelacjonował pobyt w szpitalu, do którego trafił po dotlikwym pobiciu przez funkcjonariuszy policji.
- Mnie oraz Pawła Kryszczaka zawieziono do szpitala Bundeswehry. Od razu pomyślałem, że chodzi o to, by pewne rzeczy nie wyciekły. Założyłem, że ten personel medyczny będzie pilnować dobrego imienia niemieckiej policji. I tak było - wskazał.
Jak przekazał, w środku nocy usłyszał od pracowników medycznych, że ma opuścić szpital.
- De facto po północy wyrzucono mnie ze szpitala. Po prostu poinformowano mnie, że mam opuścić szpital - mówił lider ROG.
- Wręczono mi wypis. […] Na nim nie było żadnych elementów, które miałem i które zgłaszałem. Dostałem po prostu fałszywy wypis. Z pewną pretensją wróciłem i poinformowałem, że otrzymałem wybrakowaną dokumentację. Wzięto wypis i za kwadrans powrócono. ‘Nie, nie, tu wszystko jest” - usłyszałem, po czym wręczono mi na nowo uzupełnioną kartę. Dodano nawet płytę ze zdjęciem z tomografu - mówił w wieczornej rozmowie w Republice.
- Ponadto robiono mi badanie USG. Myślę, że lekarze się bali, że mogę mieć jakieś obrażenia wewnętrzne. To badanie było bardzo dokładne, wręcz dolegliwe - przekazał Bąkiewicz.
We wtorek 16 czerwca w Berlinie niemiecka policja brutalnie zaatakowała działaczy Ruchu Obrony Granic, którzy chcieli ustawić krzyż przy głazie poświęconym polskim ofiarom II wojny światowej. Uczestnicy zostali powaleni na ziemię i skuci kajdankami, a część z nich odniosła obrażenia wymagające pomocy medycznej.