Z Warszawy do Sopotu
Do dziennikarzy portalu Niezalezna.pl dotarła informacja, że dwa tygodnie temu odbyło się szkolenie zorganizowane przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Oficjalnie to potwierdziliśmy.
„Było skierowane dla sędziów, referendarzy oraz asystentów sędziów” – potwierdziła s. Aneta Obszyńska-Małocha, wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie. – „Odbyło się 13-15 kwietnia br. w Sopocie”.
Gdzie konkretnie? Dopytywaliśmy dwukrotnie, nie tylko w sądzie, ale nie otrzymaliśmy precyzyjnej odpowiedzi. Nieoficjalnie jednak udało nam się ustalić: to był luksusowy, pięciogwiazdkowy hotel Haffner.
"Został stworzony dla Gości poszukujących wypoczynku z dala od miejskiego zgiełku, w komfortowych wnętrzach i blisko sopockiego molo. To najlepsze miejsce na komfortowy urlop nad morzem w Sopocie, niezapomniany wypad weekendowy lub kilka dni w zacisznym SPA" - reklamuje się hotel Haffner.
O TSUE i praworządności
Nad czym przez trzy dni debatowali nad morzem warszawscy sędziowie?
„Podstawowym zagadnieniem szkolenia były prawa człowieka oraz praworządność – w odniesieniu do orzecznictwa unijnego oraz orzecznictwa strasburskiego”
– poinformowała wiceprezes Obszyńska-Małocha, która wskazała też konkretne tematy, wśród nich m.in.:
- Najnowsze wyroki ETPCz i TSUE dot. praworządności w Polsce oraz ich konsekwencje dla polskiego wymiaru sprawiedliwości. - Czy możemy wybić się na praworządność? O dialogu sędziów z sądami europejskimi
Znając nieco specyfikę różnych szkoleń zapytaliśmy, czy miała miejsce kolacja integracyjna lub zabawa taneczna.
„W czasie szkolenia odbyła się kolacja, nie było zabawy tanecznej” – zapewniła wiceprezes.
Ile kosztowało?
I teraz kwestia pieniędzy. Ile zapłacono za wyjazd stołecznych sędziów do Sopotu?
„Koszt pakietu konferencyjnego – 132.335,70 zł” - odpowiedziała s. Obszyńska-Małocha. – „Tutejszy Sąd zorganizował transport na szkolenie – autokar (koszt całkowity 5.500,00 zł)”.
W jaki sposób wybrano miejsce szkolenia?
„Zostało przeprowadzone zamówienie publiczne na świadczenie usług hotelarskich, konferencyjnych i gastronomicznych dla Sądu Okręgowego w Warszawie”
– wyjaśniła wiceprezes, wskazując równocześnie numer referencyjny postępowania ZP/K/1/26.
Zaskakujące cyferki
Zerknęliśmy więc na platformę E-zamówienia i przejrzeliśmy zamieszczone dokumenty. Jest tam m.in. pismo z 6 marca skierowane do wszystkich wykonawców biorących udział w postępowaniu.
„Zamawiający przeznaczył na realizację przedmiotowego zamówienia kwotę z podatkiem VAT 114.985,61 zł” - czytamy.
Z tego samego dnia pochodzi również „informacja z otwarcia ofert”. Okazało się, że zainteresowanych organizacją szkolenia było siedem firm z różnych regionów Polski, które przedstawiły cenę ofertową. W zamieszczonej poniżej tabelki wynika, że tylko trzy z nich mieściły się w limicie podanym przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Nie zostały jednak wybrane.

Natomiast 18 marca sporządzono dokument „informacja o wyborze oferty najkorzystniejszej”. Zwycięzcą okazała się Firma Handlowo-Usługowa "KaJa" Jacek Przybylski.
„Otrzymała największą ilość punktów spośród złożonych ofert” – czytamy.
O tyle to zaskakujące, że ta oferta ani nie była najtańsza, ani nie mieściła się w cenie ustalonej przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Co więc zdecydowało? Okazało się, że rozstrzygające było drugie kryterium: „ilość gwiazdek przyznana hotelowi – kategoria”.
„I to jest absolutny hit, że gwiazdki na szyldzie hotelu de facto zdecydowały o wyborze oferty. Do szkolenia sędziów chyba nie jest potrzebne spa, czy spacery po plaży"
– dziwi się jeden z prawników.

"Nie lubię dziennikarzy"
O realizacji szkolenia próbowaliśmy również porozmawiać z przedstawicielami firmy KaJa. W sobotę skontaktowaliśmy się z Michałem Wojnarowskim, specjalistą ds. organizacji konferencji. Poprosił o wysłanie pytań mailem, co zrobiliśmy.
Druga rozmowa (w poniedziałek) była już kuriozalna. Najpierw Wojnarowski stwierdził, że mail nie dotarł, a po chwili...
„Szczerze mówiąc, proszę sobie tego do serca nie brać, ale nieszczególnie lubię dziennikarzy. Nie będę z panem rozmawiać” – powiedział mocno poirytowany. Próbowaliśmy zwrócić uwagę, że chodzi współpracę z państwową instytucją, ale nie zdążyliśmy nawet dokończyć zdania, bo Wojnarowski przerwał. – „Drogi panie, proszę do mnie nie dzwonić, chciałem zakończyć rozmowę. Do widzenia”. I się rozłączył.