W środę 26 sierpnia w Krajowej Radzie Sądownictwa obradowała komisja ds. samorządu oraz kontaktów ze stowarzyszeniami prawniczymi i społeczeństwem obywatelskim. Na posiedzeniu był m.in. minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Przemysław Rosati czy były prezes NRA Andrzej Zwara. W pewnym momencie przewodnicząca komisji Katarzyna Zawiślak poleciła przybyłemu sędziemu Łukaszowi Piebiakowi... opuszczenie sali.
Przewodniczący KRS i członkowie Komisji ds. samorządu oraz kontaktów ze stowarzyszeniami prawniczymi i społeczeństwem obywatelskim spotkali się dzisiaj z przedstawicielami Naczelnej Rady Adwokackiej - Prezesem Przemysławem Rosatim @adwokatRosati i mec. Andrzejem Zwarą. pic.twitter.com/LMosKUYXF2
— Krajowa Rada Sądownictwa (@KRS_RP) August 26, 2026
- Pomimo zasadniczych wątpliwości co do istnienia podstawy prawnej dla takiego polecenia zastosowałem się do niego. Uczyniłem to wyłącznie dlatego, aby w obecności zaproszonych przedstawicieli Naczelnej Rady Adwokackiej nie doprowadzać do publicznego sporu pomiędzy członkami Krajowej Rady Sądownictwa oraz do sytuacji, która mogłaby narazić autorytet Rady na uszczerbek. Podkreślam jednak stanowczo, że zastosowanie się przeze mnie do polecenia opuszczenia sali nie oznaczało uznania jego legalności ani zasadności - argumentuje sędzia Piebiak w piśmie, jakie po incydencie skierował do przewodniczącego KRS.
Sędzia Piebiak wskazuje, że nie jest mu znany przepis, który oznaczałby zakaz obecności członka KRS na komisji, nawet jeżeli nie jest on członkiem tej komisji. Podobna sytuacja ma miejsce chociażby w parlamencie czy samorządach - posłowie, senatorowie czy radni, nawet jeżeli nie są w danej komisji, mogą uczestniczyć w jej obradach, lecz nie biorą udziału w głosowaniach.
To sytuacja bez precedensu - członek KRS został wyproszony z obrad komisji i to w obecności ministra sprawiedliwości. W związku z tym sędzia Piebiak zażądał na piśmie wskazania podstawy prawnej wyrzucenia z posiedzenia, jak również wyjaśnienia, kto podjął taką decyzję. Ponadto, sędzia domaga się wyciągnięcia konsekwencji.
- Niezależnie od oceny indywidualnego zachowania Przewodniczącej Komisji uważam, że powstała sytuacja wymaga jednoznacznego rozstrzygnięcia na poziomie całej Krajowej Rady Sądownictwa - stwierdził Piebiak, oczekując odpowiedzi z wyjaśnieniami i dokumentacją.

Łukasz Piebiak dla Niezalezna.pl: Nie jest to dla mnie wielkie zaskoczenie
Sędziego Łukasza Piebiaka poprosiliśmy o komentarz do zaistniałej sytuacji.
Współpraca z samorządami zawodowymi jest istotna i dlatego się udałem na posiedzenie zespołu. To, że nagle - z naruszeniem przepisów prawa - uniemożliwiono mi wykonywanie czynności członka Krajowej Rady Sądownictwa, to jest ciąg dalszy działań, które są podejmowane wobec mnie od początku, od wyboru i pierwszego posiedzenia 11 czerwca, żeby w jakikolwiek sposób zmusić mnie do tego, żebym zaprzestał swojego funkcjonowania w Radzie.
– mówi sędzia Piebiak w rozmowie z Niezalezna.pl.
- Traktuję to jako ciąg dalszy totalitarnych ciągot członków aktualnej większości KRS, którzy reprezentują nurt, który reprezentuje Żurek: żeby było tak jak było - bez kontroli społecznej, przy zielonym stoliku załatwiamy interesiki. Z tego punktu widzenia sędziowie Kapiński i Zawadzki, mecenas Ksepko reprezentujący prezydenta, i ja jesteśmy niepożądani, dyskryminowani - wskazuje sędzia. - To, że nie jestem w żadnym zespole i komisji, tak samo sędzia Zawadzki, to pokazuje, że chcą, żebyśmy nie mieli żadnego wpływu na prace Rady i nie mogli informować opinii publicznej o tym, co się dzieje oraz docierać do środowiska sędziowskiego z przekazem innym, niż serwuje rzecznik Łuczaj i wicerzecznik Starosta.
"Nie jest to dla mnie wielkie zaskoczenie, że oni to zrobili. Jeżeli jednak im na to pozwolimy, to będzie eskalowało" - ostrzega sędzia Piebiak, wskazując na najważniejszy jego zdaniem powód szykan.
Od września zaczną się pierwsze oceny kandydatów na wolne stanowiska sędziowskie i w niektórych konkursach jest konkurencja. Nie jest tak, jak oni sobie umyślili, że będzie jedyny słuszny kandydat. Pewnie chodzi o to, żeby maksymalnie ograniczyć działalność moją czy sędziego Zawadzkiego. Nie odetną nad od posiedzenia plenarnego, ale jeżeli ja nie znam akt osobowych, nie wiem co na zespole ustalono, nie uczestniczę w wysłuchaniu kandydata, to wtedy mój głos w dyskusji na posiedzeniu plenarnym jest słaby. Bo wtedy oni są doskonale przygotowani, a ja nic nie wiem albo wiem bardzo niewiele
– podkreśla.
"Szczegóły, konkrety - są w aktach. Jeżeli nie dostanę jako członek KRS możliwości przeczytania akt osobowych kandydata na stanowisko sędziowskie, to wiadomo, że na posiedzeniu plenarnym będzie się odbywać mniejsza lub większa fikcja. Będzie ich bolało to, jeżeli będziemy chcieli, a będziemy chcieli, skontrolować w jaki sposób zespół przygotował ocenę kandydata, na ile ta ocena jest rzetelna. A tego nie da się zrobić bez oceny do dokumentów. O to chodzi, żebyśmy byli bezzębni, żeby nasz głos w dyskusji był głosem, który i tak nikogo nie przekona, bo oni i tak głosują jak sobie wcześniej ustalili, ale nie przekona też ludzi, którzy oglądają to z zewnątrz, bo będzie występowała rażąca dysproporcja w wiedzy, którą mamy" - kończy sędzia Piebiak.