W czasie dyskusji o wejściu w życie umowy z Mercosurem jedną z zapowiedzi rządu było szczegółowe badanie żywności importowanej z Ameryki Południowej. Jak się jednak okazuje, rząd sparaliżował działanie kluczowej agencji zajmującej się bezpieczeństwem żywności.
Inspekcja Weterynaryjna sprawuje nadzór nad bezpieczeństwem żywności pochodzenia zwierzęcego – przy produkcji, wprowadzaniu na rynek, sprzedaży bezpośredniej, w rolniczym handlu detalicznym oraz w działalności marginalnej, lokalnej i ograniczonej. To właśnie ta agencja zajmuje się kontrolą jakości wwożonych towarów i produktów pochodzenia zwierzęcego. Inspekcja Weterynaryjna bada również pasze i monitoruje pozostałości substancji niedozwolonych, chemicznych, biologicznych, leków i skażeń promieniotwórczych u zwierząt, w produktach, w wodzie do pojenia i w paszach. W ostatnich miesiącach jej działanie jest jednak sparaliżowane.
Grozi nam paraliż
Weterynarze nie dostają na czas pieniędzy, a opóźnienia są tak znaczne, że część z nich zamierza protestować.
„To nie jest zwykły spór pracowniczy – to walka o przetrwanie polskiego systemu bezpieczeństwa żywnościowego! Jak to możliwe, że grupa zawodowa odpowiadająca za kontrolę mięsa, zwalczanie groźnych chorób zakaźnych i certyfikację eksportu wartego dziesiątki miliardów złotych rocznie kredytuje państwo z własnych kieszeni i pracuje za stawki ustalone przed 15 laty? Dość upokorzeń. Przez 15 lat zaciskaliśmy zęby, a w „nagrodę” państwo przestało nam płacić nawet te zamrożone od dekad stawki. Jeżeli dziś nie staniemy ramię w ramię, to ten zawód zostanie całkowicie zdegradowany. To jest moment próby. Pokażmy determinację, jedność i siłę naszego środowiska”
– piszą w swoim stanowisku przedstawiciele Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Weterynarii.
Zapowiedzieli oni protest na 13 października 2026 r. o godz. 7 przy ul. Wschodniej 21 w Kutnie.
Weterynarze bez wypłat
O problemach Inspekcji Weterynaryjnej media piszą od lat. Jednym z największych problemów jest to, że absolwenci weterynarii nie chcą pracować w państwowej agencji. Wszystko dlatego, że jest to często praca w terenie mniej przyjemna oraz płatna niż praca w klinikach małych zwierząt w miastach. Dlatego pracownicy inspekcji od lat apelują o działanie i podwyżki. Tak się jednak nie dzieje. Teraz pojawiają się opóźnienia w płaceniu obecnych stawek. Sytuacja jest niebezpieczna.
– Przede wszystkim rząd musi znaleźć pieniądze na to, żeby zapłacić lekarzom. Jeżeli weterynarze pracujący w zakładach nie dostają środków na czas, i to przez kilka miesięcy, to pokazuje, że problem jest głęboki. To już nie jest tylko kwestia podwyżek, ale systemowy problem z pensjami. Jeżeli to potrwa dłużej, to może doprowadzić do paraliżu produkcji zwierzęcej. Jest to kolejny objaw problemów budżetowych. Widzimy, że budżet państwa jest w zapaści, a pieniędzy brakuje na wszystko. Rząd wymyślił sobie, że będzie ratować płynność finansową, opóźniając wypłaty lekarzom weterynarii
– mówi nam Anna Gembicka, była minister rolnictwa w rządzie PiS.
Jej zdaniem może się okazać, że w niedługim czasie zatrzymany zostanie obrót towarami rolnymi. – Jeżeli problem będzie narastał i rząd nadal nie będzie płacił, to lekarze weterynarii powiedzą „dość” i zejdą ze swoich stanowisk. To spowoduje zatrzymanie obrotu produktami zwierzęcymi. Rząd zapowiadał pokrycie zobowiązań do końca września, ale z tego, co wiem, wielu weterynarzy nadal nie otrzymało pensji – mówi nam Anna Gembicka.
Protesty rolników
Minister rolnictwa i rozwoju wsi wczoraj udawał, że tematu nie ma. Podczas zorganizowanej konferencji prasowej nie odniósł się ani słowem do problemów. Ogłosił nabór do nowych programów unijnych. Mimo że dopiero pięć dni temu rozpoczęło się zbieranie wniosków o dopłaty nawozowe, ministerstwo już zapowiada zmiany. Najprawdopodobniej nastąpi zmiana cen referencyjnych, na podstawie których wyliczane są dopłaty do nawozów. Obecne – zdaniem wielu rolników – są za wysokie i faktycznie sprawiają, że kwoty pomocy są bardzo niskie. – W związku z tymi zgłoszonymi zastrzeżeniami i pytaniami przeprowadziłem rozmowę z naszymi departamentami, by ponownie zweryfikować ceny referencyjne, przeanalizować – mówił Stefan Krajewski.
Rolnicy są wściekli na szefa resortu rolnictwa. Część organizacji już zapowiedziała protesty. Mogą one wybuchnąć w związku z uchwaleniem nowego budżetu UE. Ten może zostać przyjęty w najbliższych tygodniach. Wspólna Polityka Rolna nie dość, że ma być okrojona, to jeszcze poddana mechanizmowi warunkowości. To wywołuje nerwowość farmerów w całej Europie.
Nie milkną pogłoski o dymisji ministra rolnictwa.
„Dwie wiadomości dla rolników: dobra i zła. Dobra jest taka, że Stefan Krajewski zostanie zdymisjonowany. Zła jest taka, że to nic nie zmieni. W tym rządzie przewagę mają ci, którzy są przeciwko rolnikom, leśnikom i myśliwym. Tylko zmiana rządu może zmienić tę złą politykę”
– twierdzi Krzysztof Ciecióra z PiS.