Na ślad działalności Andrzeja B. śledczy wpadli w 2014 roku przy okazji sprawy innego mężczyzny podejrzanego o czyny pedofilskie - powiedział Stanisław Bar, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu.
- U oskarżonego znaleziono wówczas materiały z pornografią dziecięcą. Zapytany o źródło tych materiałów, wskazał na mieszkającego w województwie lubuskim Andrzeja B., u którego znaleziono tysiące plików na dyskach i kaset VHS z materiałami zawierającymi pornografię z udziałem dzieci i zwierząt. Jak się okazało, oskarżony miał także notatnik, w którym zamieścił dane o osobach, którym wysyłał część ze swoich materiałów. Dzięki jego notatkom śledczy trafili do jego klientów. Praktycznie wszyscy do tej pory ponieśli już karę. W przypadku Andrzeja B. ogrom materiałów, z którym musiał zapoznać się biegły, sprawił, że akt oskarżenia został przygotowany dopiero teraz
- powiedział Bar.
Andrzejowi B. przedstawiono w sumie 60 zarzutów dotyczących posiadania i rozpowszechniania zakazanej pornografii. Oskarżony przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów, za które teraz grozi mu do 12 lat więzienia.