Mężczyzna ma również zapłacić pokrzywdzonej częściowe zadośćuczynienie w wysokości 500 tys. zł. Sąd zakazał mu także jakiegokolwiek kontaktu z ofiarą i zbliżania się do niej przez 15 lat na odległość mniejszą niż 100 metrów. Mateusz J. ma też zapłacić nawiązkę w wysokości 50 tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej – poinformował rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Legnicy sędzia Jarosław Halikowski.
Sąd orzekł też, że wyrok dożywotniego więzienia będzie wykonywany w systemie terapeutycznym. To forma odbywania kary, gdzie nacisk kładzie się na intensywną opiekę psychologiczną i psychiatryczną. Stosuje się ją do osób, które m.in. charakteryzują się patologicznymi cechami osobowości, co oznacza, że sąd wziął pod uwagę ekspertyzę biegłych, na którą powoływała się prokuratura.
Biegli psychiatrzy działający na zlecenie prokuratury ustalili, że mężczyzna nie jest uzależniony ani od alkoholu, ani od narkotyków. Nie rozpoznali u niego choroby psychicznej, ale stwierdzili, że wykazuje psychopatyczne zaburzenia osobowości oraz zaburzenia preferencji seksualnych w postaci sadyzmu. Ich zdaniem ma cechy osoby psychopatycznej traktującej ludzi instrumentalnie i nieliczącej się z ich uczuciami.
Nie było jednak przeciwwskazań, aby Mateusz J. odpowiadał przed obliczem sprawiedliwości.
Wedle aktu oskarżenia Mateusz J. odpowiadał za to, że od lipca 2020 r. do 27 sierpnia 2024 r. pozbawił wolności pokrzywdzoną, wykorzystując ku temu jej ówczesny stan psychiczny. Śledczy twierdzą, że wbrew jej woli przetrzymywał ją w zamykanym od zewnątrz na kłódkę pomieszczeniu gospodarczym. Nie miało ono okna, ogrzewania, wody i toalety. Przetrzymywał swoją ofiarę we wsi Gaiki nieopodal Głogowa.
Śledczy z Prokuratury Okręgowej w Legnicy informowali wcześniej, że mężczyzna miał dostarczać kobiecie jedzenie i napoje według własnych upodobań. Mateusz J. miał znęcać się nad nią psychicznie i fizycznie. Jak zaznaczyli śledczy, robił to ze szczególnym okrucieństwem: bił ją po całym ciele pięściami, gumowym wężem ogrodowym, deską czy drewnianą pałką.
Z akt sprawy wynika, że w trakcie pozbawienia wolności kobieta została wielokrotnie zgwałcona.
Sprawa ujrzała światło dzienne, kiedy Mateusz J. w 2024 r. po raz kolejny zawiózł kobietę do głogowskiego szpitala. Jej obrażenia zwróciły uwagę personelu medycznego, który nakłonił ją do wyjawienia prawdy o swojej sytuacji.
Jak relacjonowali wówczas śledczy, Mateusz J. został zatrzymany, a następnie aresztowany. Przesłuchiwany nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu przestępstw, twierdząc, że nic się nie działo bez zgody pokrzywdzonej.