W rocznicę krwawej niedzieli, prezydent Karol Nawrocki bierze udział w uroczystościach w Radrużu. Obchody odbywają się w Narodowym Dniu Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA. Tuż przed zabraniem głosu, zgromadzeni w kierunku prezydenta skandowali "niech żyje".
Tłum zaczął wiwatowac, gdy Prezydent Karol Nawrocki pojawił się na mównicy w Radrużu, po oddaniu hołdu pomordowanym Polakom na Wołyniu:
— Max Hübner (@HubnerrMax) July 11, 2026
"NIECH ŻYJE, NIECH ŻYJE, NIECH ŻYJE!"
Nawrocki:
"Z głębi serca Wam dziękuję, że jesteście z Prezydentem Polski, gdy upominamy się o Polskę!" pic.twitter.com/2jzTDIQhVp
- Dziękuję wam wszystkim, że pamięć trwa, że buduje naszą przyszłość. Że pamięć i prawda dziś zwycięża. Niewiedza o zaginionych podważa realność świata. Są to słowa poety Zbigniewa Herberta. Właśnie po to tu jesteśmy, aby realność i rzeczywistość współczesnego świata wybrzmiała. Nie zgadzamy się, aby zapomnieć o 120 tysiącach Polaków, cywilów, kobiet, dzieci, pomordowanych w brutalny sposób przez ukraińskich nacjonalistów. Ta wiedza, prawda i pamięć jest po to, abyśmy mogli myśleć o naszej przyszłości. Jest po to, abyśmy wyciągnęli z ludobójstwa wołyńskiego wnioski dla naszej przyszłości. Jesteśmy tu po to, aby niewiedza o zaginionych nie podważyła rzeczywistości i realności świata w XXI wieku
- zwracał się do zgromadzonych prezydent.
- W ten symboliczny dzień wspominamy dziś wszystkie ofiary ukraińskich nacjonalistów, które ginęły i na Wołyniu, i na południu Polesia, i w Małopolsce Wschodniej, i na dzisiejszej pięknej ziemi lubaczowskiej – wymieniał.
- Wspominamy tych wszystkich, którzy 11 lipca 1943 roku szli do Boga, szli się modlić do kościołów w swoich miejscowościach, poprosić Boga o miłość, o dobrą przyszłość, o dobrodziejstwa dla swoich bliskich. A spotkała ich 11 lipca brutalna śmierć. Narzędzia z gospodarstw domowych stały się narzędziami śmierci - wspomniał.
- To data symbol – „krwawa niedziela”, choć mamy świadomość, że – mówiąc o ludobójstwie wołyńskim – przywołujemy wszystkie inne zbrodnie. Także te, które działy się już w lutym 1943 w Parośli i te, które dotknęły ziemi lubaczowskiej i Radruża – zwracał się do zgromadzonych.
- Jak to się stało, że sąsiad mógł mordować sąsiada? Jak doszło do ludobójstwa wołyńskiego? Jak to się wydarzyło? – pytał.
- Kiedy w przedwojennej Polsce przed rokiem 1939 w II Rzeczpospolitej mieszkało ponad pięć milionów Ukraińców, którzy byli obywatelami Rzeczpospolitej. W samym Radrużu z trzech tysięcy przedwojennych mieszkańców zdecydowaną większość stanowili Ukraińcy. Żyli ze sobą te pięć milionów dwieście tysięcy osób. Żyli też tu, w Radrużu obok siebie i ze sobą. Potrafili żyć. Czy II Rzeczpospolita była rajem dla Ukraińców? Nie była. Było wiele napięć, normalnych w skali mniejszości narodowych. Nikt żadnemu dziecku nie przykładał siekiery do głowy. Nikt nie wbijał wideł w plecy. Były problemy, które są właściwe dla wszystkich mniejszości. Były wówczas, są dzisiaj i będą w przyszłości. Ale żyli obok siebie i żyli ze sobą - mówił dalej.
- Wystarczy spojrzeć, że w 1939 roku Polacy bronili się przed sowiecką zarazą Związku Sowieckiego, która rękę w rękę szła z niemieckimi narodowymi socjalistami. To w Wojsku Polskim, wśród miliona polskich żołnierzy, którzy bronili się przed Niemcami i Sowietami, było ponad sto tysięcy żołnierzy polskich ukraińskiego pochodzenia. Powiedzielibyśmy dzisiaj – Ukraińców. Chcieli bronić II Rzeczpospolitej, uznając ją za swoją ojczyznę. Gotowi byli bić się z Sowietami i Niemcami w mundurze Wojska Polskiego. Tak, jak gotowi byli mieszkać tu na ziemi lubaczowskiej obok Polaków. Szukać porozumienia, dobrego sąsiedztwa. Co się takiego stało, że ci sami ludzie stali się regularnymi bandytami, mordercami i barbarzyńcami? Podglebiem była banderowska ideologia OUN-UPA, która powstała w roku 1929 za sprawą dekalogu ukraińskiego nacjonalisty. Już w 1929 roku można było przeczytać w tym antydekalogu, że zbrodnia ma być metodą działania, że trzeba prowadzić do czystek etnicznych, a na ziemiach uznawanych przez ukraińskich nacjonalistów za ukraińskie, ten łan zboża miał być bez plew i bez chwastów. A tymi plewami i chwastami byli Polacy, Madziarowie, Żydzi. Ta ideologia rosła od 1929 roku i jeszcze do tego znalazła sobie nauczyciela w postaci niemieckich nazistów - mówił do zgromadzonych.
- To doprowadziło do strasznego ludobójstwa wołyńskiego i zamknęło się w pewnej symbolice – czerwono-czarnej flagi. Ona także nawiązywała swoją symboliką i estetyką do tego, co Niemcy określali jako „ziemia i krew”. Czerwień i czerń. Zrobię wszystko, by tej flagi nie było w Polsce. Wierzę, że polski parlament przyjmie ustawę
- wskazał prezydent.
- Tym, którzy mówią o dzisiejszej geopolityce i świecie wojny, którzy mówią o racji stanu, chcę przypomnieć, że śmierć 14-letniej Jadwigi Romanik, w zakresie jej progu bólu, w zakresie tego, co przeżywali jej rodzice, w zakresie tego, co czuła w swoim sercu, gdy mordowali ją ukraińscy nacjonaliści, jest tą samą śmiercią, której dziś doświadczają 14-letni Ukraińcy z rąk bandytów z Federacji Rosyjskiej. Czym te śmierci się różnią? Śmierć z wczoraj jest czymś łagodniejszym niż śmierć z jutra? Płacz i cierpienie rodzin, ból, upodlenie? Musimy mówić jasno: pamięć, historia i prawda o ludobójstwie wołyńskim kształtuje przyszłość. Jesteśmy dla przeszłości, ale też dla przyszłości, która jest tu z nami – dla naszych dzieci - zwrócił się do mieszkańców.