W poniedziałkowym wywiadzie dla tygodnika „Do Rzeczy” wicepremier Jarosław Gowin zasugerował, że jeżeli TSUE „dopuści się precedensu i usankcjonuje zawieszenie prawa przez Sąd Najwyższy”, to rząd może zignorować ewentualne orzeczenie Trybunału "jako sprzeczne z traktatem lizbońskim oraz z całym duchem integracji europejskiej".
Szef polskiego rządu był w poniedziałkowej rozmowie w Polsat News pytany o ocenę tych słów wicepremiera oraz o to, czy Polska zignoruje, czy też wykona ewentualne orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości.
- Nie ma takiego dylematu, ponieważ nie będziemy stali najprawdopodobniej przed tego typu wyborem. My wiemy, że postępujemy zgodnie z konstytucją, zgodnie z prawem - odpowiedział Morawiecki.
Dopytywany, czy - jego zdaniem - unijny trybunał nie zajmie stanowiska ws. pytań SN, premier przedstawił trzy możliwe scenariusze:
- Myślę, że albo nie będzie tego wyroku, albo jeśli będzie, będzie pozytywny, albo jeśli będzie nie do końca pozytywny, to myślę, że się porozumiemy po prostu z instytucjami UE – mówił premier Mateusz Morawiecki.
Zaznaczył, że Polska jest „zasadniczo prymusem” jeśli chodzi o przestrzeganie orzeczeń TSUE. Zwrócił również uwagę, że przed TSUE toczą się obecnie 52 postępowania o niewykonywanie jego wyroków - m.in. przez Francję, Niemcy, Włochy, Grecję czy Hiszpanię.
- I nikt się tam nie przejmuje w taki sposób, jak u nas - ten jazgot, który opozycja próbuje wywołać. Ja znam bardzo dobrze mechanizmy funkcjonowania instytucji europejskich; to nie jest sąd ostateczny, to jest tylko sąd europejski, to jest tylko Trybunał Sprawiedliwości - przekonywał Mateusz Morawiecki.
Jednocześnie premier odniósł się jednocześnie do inicjatywy sędziów SN, którzy „w swojej własnej sprawie próbują zawiesić ustawę”. Ocenił też, że szkodzą Polsce ci, którzy - w związku ze sporem z instytucjami europejskimi dot. praworządności straszą wyjściem naszego kraju z UE.