Poseł KO Jerzy Meysztowicz jako swój przedstawił projekt ustawy o zmianach na rynku aptecznym na ostatnim posiedzeniu parlamentarnego zespołu ds. regulacji rynku aptecznego i produktów leczniczych.
– Popełnił jednak błąd. Nie usunął z pliku tzw. metadanych, które wskazują, kto jest prawdziwym autorem projektu i kto jako ostatni go edytował. Okazało się, że autorem owego projektu jest Aleksander Olszewski [Olszewski jest prawnikiem w kancelarii GKK Gotkowicz Kosmus Kuczyński i Partnerzy Adwokaci. Ostatnim edytującym plik był Mariusz Kisiel ze Związku Aptek Franczyzowych i Pracodawców RP, powiązany z siecią aptek Gemini z zagranicznym kapitałem – przyp. red]. Kiedy sprawa wyszła na jaw, poseł Meysztowicz zaczął tłumaczyć, że wprawdzie dostał projekt od sieci aptek, ale naniósł swoje poprawki
– mówi nam Janusz Cieszyński.
Meysztowicz, uznając, że informacje Cieszyńskiego są „atakiem”, sam zdecydował się złożyć zawiadomienie do CBA, by „rozwiać wszelkie wątpliwości”.
„Nie marnuj papieru. Oni już wszystko mają” – odpisał mu w mediach społecznościowych Cieszyński. – Złożyłem zawiadomienie i liczę, że CBA zajmie się tą sprawą. Pokazuje ona nie tylko, jak ordynarny jest lobbing koncernów medycznych w sprawie zmian polskiego prawa tak, by przyniosły im korzyść. Pokazuje także, że mamy do czynienia z próbami wypychania i przejmowania polskiego rynku przez takie koncerny – mówi nam Cieszyński.
W projekcie, który przyniósł Meysztowicz, jedną z najważniejszych zmian miała być rezygnacja z tzw. zasady 1 proc. Zasada ta chroni rynek przed nadmierną koncentracją aptek w jednych rękach i pozwala, by na terenie jednego województwa jeden podmiot miał możliwość posiadania 1 proc. wszystkich aptek. W projekcie Meysztowicza te limity zostały zwiększone… 20-krotnie. Tak np. jeśli obecnie zgodnie z zasadą 1 proc. na terenie Mazowsza jeden właściciel może mieć 15 placówek, po przyjęciu zmian napisanych przez prawników sieci aptek można by posiadać ich ponad 300. W skali całej Polski liczba ta mogłaby sięgnąć nawet kilku tysięcy. Proponowane były także nowe przepisy, które ułatwiały przejmowanie istniejących już aptek. Zniesienie limitów i ułatwienie przejęć pozwoliłoby opanować sieciom praktycznie cały rynek aptek w kraju. Jest on wart rocznie ok. 60 mld zł.
– Byłoby tak jak w Wielkiej Brytanii, gdzie na czas nie wprowadzono takich zabezpieczeń jak limit 1 proc. u nas. W efekcie zasady na rynku, a więc ceny dostawcom i pacjentom, dyktuje kilka dużych sieci aptek. W Polsce także postępuje przejmowanie małych aptek i robi się to na różne sposoby, by ominąć ów limit. To jednak sprawia, że pozyskane tak (choć formalnie poza siecią) konglomeraty są trudno sprzedawalne, ponieważ nie można wykazać, że realnie ma się więcej niż 1 proc. aptek w województwie. Dlatego duże sieci nie pierwszy raz dążą do zmiany tego prawa. W tym wypadku obudowano to jeszcze zapewnieniami, że łatwiej będzie zakładać apteki na wsiach itp. Sprawa jednak jest tak ewidentna, że przynajmniej na jakiś czas próby lobbowania zostaną powstrzymane. Nikt po takim skandalu nie wychyli się z nowym projektem podobnym do tego Meysztowicza
– mówi „Codziennej” anonimowo jeden z ekspertów ds. rynku farmaceutycznego.
Sprawa jest na tyle „ewidentna”, jak mówi nasz informator, że szybko poszedł sygnał z KO, że nic z tego nie będzie. Partia Meysztowicza się od niego odcięła. „Projekt nie był przedmiotem konsultacji ani prac w ramach klubu, w związku z czym nie odzwierciedla jego stanowiska. Klub nie uczestniczył w jego przygotowaniu i odcina się od tej propozycji” – napisał w oświadczeniu klub parlamentarny KO.
Pytania o to, w jaki sposób taki projekt trafił jednak do parlamentu i dlaczego poseł Meysztowicz, wiedząc o jego pochodzeniu, zdecydował się go forsować, pozostają. „Co Wy na to, Polacy? Czy poseł na pasku big pharmy ma dalej pisać nasze prawo?” – pyta na portalu X poseł PiS Marcin Horała.