Do dramatycznego zdarzenia doszło w sobotę, 25 lipca br. Na Oddziale Rehabilitacji Kardiologicznej Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie (powszechnie znanego jako szpital na Parkitce) znaleziono martwego 75-letniego pacjenta. Okoliczności wskazują na to, że mężczyzna odebrał sobie życie w szpitalnej łazience. Ten sam pacjent już wcześniej upadł i złamał nogę, przeszedł leczenie operacyjne, po czym wrócił na rehabilitację kardiologiczną. To właśnie tam doszło do jego śmierci.
Tylko pielęgniarki, brak lekarza
Jak wskazuje informator portalu Niezalezna.pl, w momencie zdarzenia na oddziale znajdował się tylko personel pielęgniarski. Fizycznie nie było tam lekarza. Z relacji naszego czytelnika, który pragnie zachować anonimowość, wynika, że weekendowa obsada lekarska miała zostać wcześniej zlikwidowana decyzją dyrektor placówki, Beaty Pochodni, podczas kontraktowania nowych umów. Nadzór merytoryczny nad organizacją opieki lekarskiej w szpitalu sprawuje lekarz naczelny, dr Beata Reszka.
Brak lekarza na dyżurze rodzi bardzo poważne pytania o sposób sprawowania opieki nad pacjentem, okoliczności jego wcześniejszego upadku oraz organizację nadzoru w czasie poprzedzającym tragedię. Nasz informator domaga się wyjaśnień, jakie zabezpieczenie lekarskie przewidziano dla oddziału po likwidacji dyżurów, czy lekarz był dostępny chociażby pod telefonem oraz czy przyjęty sposób organizacji opieki odpowiadał rzeczywistym potrzebom i poziomowi ryzyka.
Sprawą zajęły się już organy ścigania. Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, prokurator Tomasz Ozimek, przekazał naszemu portalowi:
„W sprawie doprowadzenia 75-letniego mężczyzny do targnięcia się na swoje życie śledztwo prowadzi Prokuratura Częstochowa - Północ. Została zlecona sekcja zwłok, by ustalić bezpośrednią przyczynę śmierci pacjenta. Śledztwo obejmuje także ustalenie czy personel szpitala prawidłowo sprawował opiekę nad pacjentem”.
Władze umywają ręce
Mimo tragicznego finału dyrekcja szpitala oraz nadzorujący placówkę politycy zdają się nie dostrzegać systemowego problemu. Zapytaliśmy o odpowiedzialność za bezpieczeństwo pacjentów dyrektor Beatę Pochodnię i dr Beatę Reszkę. W ich imieniu odpowiedzi udzieliła rzecznik prasowa szpitala, Angelika Kawecka, która zapewnia:
„Wszelkie zdarzenia niepożądane oraz sytuacje mogące mieć wpływ na bezpieczeństwo pacjentów są szczegółowo wyjaśniane, a szpital na bieżąco wdraża procedury, by ograniczyć ryzyko na przyszłość”.
Rzeczniczka odniosła się również do kwestii braków kadrowych, deklarując:
„Nie są i nie będą podejmowane działania ograniczające zatrudnienie w obszarach, w których obecność lekarzy, pielęgniarek lub innego personelu medycznego jest niezbędna do zapewnienia właściwej opieki nad pacjentami”.
Szpital na Parkitce to jeden z największych ośrodków w województwie śląskim, dysponujący blisko tysiącem łóżek. Placówka podlega Zarządowi Województwa Śląskiego, na którego czele stoi marszałek Wojciech Saługa z Koalicji Obywatelskiej. Zapytaliśmy, czy władze województwa mają sobie w tej sprawie coś do zarzucenia. Sławomir Gruszka, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego, uspokaja i powtarza stanowisko dyrekcji:
„Oddział Rehabilitacji Kardiologicznej funkcjonuje zgodnie z zasadami organizacji świadczeń zdrowotnych, a realizacja świadczeń odbywa się z zachowaniem wszystkich wymaganych standardów”.
Długi, kontrowersyjne kadry i przecinanie wstęg
Rzeczywistość placówki wydaje się jednak daleka od oficjalnych deklaracji o zachowaniu standardów. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy już we wrześniu 2025 roku alarmował, że szpital stoi na skraju kryzysu, co może prowadzić do ograniczenia świadczeń. Związkowcy wskazywali, że wymagalne zobowiązania placówki sięgały 170 milionów złotych, a strata za 2024 rok wyniosła ponad 54,5 miliona złotych.
Rzecznik marszałka przyznaje, że szpital mierzy się z wyzwaniami finansowymi, a strata za sam rok 2025 wyniosła aż 84 miliony złotych. Obecnie w placówce trwa kontrola Urzędu Marszałkowskiego oraz audyt wewnętrzny dotyczący zatrudnienia, a w przygotowaniu jest program naprawczy. Warto w tym kontekście odnotować również kontrowersyjne decyzje kadrowe – przez kilka miesięcy w celu odbywania szkolenia specjalizacyjnego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii zatrudniony był tam Dawid Kacprzyk, znany jako bohater afery w Szpitalu Południowym w Warszawie.
Nasz informator zwraca uwagę na bolesny paradoks całej sytuacji. W tym samym czasie, gdy na oddziale dochodzi do tragedii i śmierci pacjenta, szpital z pompą otwiera zmodernizowaną kardiologię, chwaląc się zakupem nowoczesnej aparatury w ramach inwestycji wartej 23 miliony złotych, sfinansowanej ze środków KPO.