Przed warszawskim sądem odbyła się dzisiaj kolejna - tym razem jawna rozprawa - z powództwa Karola Nawrockiego przeciwko wydawcy portalu Onet.
Jednym z zeznających świadków była kobieta, która okazała się być ważnym informatorem portalu. Dziennikarz Onetu Jacek Harłukowicz nazwał ją nawet "kluczowym świadkiem". To ona przekazywała Andrzejowi Stankiewiczowi opisane w Onecie rewelacje dotyczące pracy w sopockim hotelu K. Nawrockiego. Jej rozmowa z dziennikarzem miała trwać 15-20 minut.
Dzisiaj to 39-letnia kobieta, na co dzień zajmuje się marketingiem. Zawodowo związana była także z dziennikarstwem, w tym z redakcją lewicowej "Krytyki Politycznej".
Świadek zeznawała pod przysięgą. Jak przypomniała z Karolem Nawrockim w Grand Hotelu pracowała w latem 2006 i w okresie wakacyjnym w 2007 roku.
W ramach zeznań opisała jedno zdarzenie, które miało miejsce w ciągu ich wspólnej pracy.
– Pewnego razu, gdy stałam na recepcji, zauważyłam Karola Nawrockiego, który wszedł z kobietą i mężczyzną. Odprowadził ich do windy, wsiadł z nimi i pojechał na piętra gościnne. Szli we trójkę, obok siebie. Rozmawiali. Sytuacja była swobodna – zeznała. Według niej wszyscy byli "uśmiechnięci i pewni siebie".
– Gdy Karol wrócił, zagadałam o co chodzi i czemu odprowadza kogoś na piętro. Odpowiedział: można sobie dorobić, sprowadzając dziewczyny dla gości. Powiedział, że też mogę do tego dołączyć. Odmówiłam mu w bardzo ostrych słowach – zeznała świadek.
Zaczęło się kluczenie
Nie przesądziła jednak, czy kobieta, która towarzyszyła gościowi hotelu była prostytutką. Była świadkiem tylko jednej takiej sytuacji. Sąd zwrócił na to uwagę, że w jej autoryzowanej wypowiedzi dla Onetu stwierdziła jednoznacznie, że kobieta, którą widziała "to była prostytutka i jej opiekun". Dzisiaj, zeznając pod przysięgą "mówi pani, że nie jest na 100 proc. pewna, że widziała Nawrockiego z prostytutką z alfonsem".
Kobieta przyznała, że "nie ma wiedzy, czy na pewno któraś z widywanych tam kobiet była prostytutką". Przyznała także, że nie wie, gdzie udała się para, którą widziała, ale jedynie samodzielnie wywnioskowała, że Nawrocki mógł pojechać z dwojgiem ludzi do pokoi dla gości, ponieważ użyli windy przeznaczonej dla gości, a nie personelu.
– Nigdy potem nie poruszałam tematu sprowadzania dziewczyn ani z Karolem, ani z nikim innym. Nawet mamie nie powiedziałam – powiedziała kobieta przed sądem. – Wspomnienie tej sytuacji bardzo mocno do mnie wróciło przy okazji kampanii prezydenckiej. A skoro pan Stankiewicz się do mnie zwrócił, uznałam, że trzeba powiedzieć prawdę – dodała i potwierdziła, że była informatorem portalu Onet.
Konsultacje przed rozprawą?
Pytania pełnomocników prezydenta kilkukrotnie były torpedowane przez prawników strony przeciwnej.
W trakcie rozprawy okazało się, że dzień przed rozprawą kobieta była w redakcji Onetu na spotkaniu z prawnikami. Stwierdziła, że poinformowali ją o tym, jak dotrzeć do sądu i opisali jej, jak będzie wyglądało składanie zeznań przed sądem. Dopytywana przyznała, że nie zostały jej zrelacjonowane zeznania wcześniejszych świadków.
Strona reprezentująca redakcję przedstawiła bilety lotnicze świadka i uzasadniała jego niestawiennictwo na poprzednim terminie. Sąd pouczył pełnomocnika Onetu, że nie ma legitymacji do składania w imieniu świadka wniosku o uchylenie grzywny za niestawiennictwo.
Zareagowali na to także pełnomocnicy powoda zwracając uwagę, że jest to nieuprawniona pomoc prawna. Okazało się, że świadek bez pełnomocników drugiej strony nie wiedziała o co ma wnioskować, gdyż zawiadomienie adresowane do świadka trafiło do prawników Onetu.