Organizatorzy protestu podkreślali, że chcą swoją obecnością pokazać sprzeciw wobec "tęczowej rewolucji", którą - ich zdaniem - chce przeprowadzić skrajna lewica.
- Na początku chciałbym zaznaczyć, że osobom homoseksualnym należy się szacunek, tak jak pozostałym. Wynika to z samego faktu bycia człowiekiem. Nie chcemy dzisiaj protestować przeciwko homoseksualistom. Protestujemy przeciwko całemu ruchowi LGBT, który próbuję zawłaszczyć nasze życie publiczne
- mówił jeden z organizatorów protestu Jakub Dziadosz.
Zarówno on, jak i inni przemawiający podkreślali pokojowy charakter manifestacji. Dodawali, że ich celem jest spokojna rozmowa o ważnych dla nich sprawach. Argumentowali, że środowiska LGBT - ich zdaniem - podkreślając to, iż są dyskryminowane, wypaczają rzeczywistość, w której to — w opinii organizatorów protestu — to właśnie one są stroną dyskryminujących wszystkich o innych poglądach i przekonaniach.
Łącznie przed pomnikiem Mikołaja Kopernika zebrało się ok. 100 osób — w tym kontrmanifestanci. Policja ochraniająca zgromadzenie po jego zakończeniu wylegitymowała osoby, które w ich ocenie przebywały w tym miejscu pomimo tego, że nie zarejestrowały odrębnej demonstracji.
Przeciwko legitymowaniu protestowała m.in. posłanka Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus, która w rozmowie z policją argumentowała, że jest uczestnikiem zarejestrowanego zgromadzenia "Stop tęczowej agresji". W jej ocenie było to publiczne zgromadzenie, któremu każdy mógł się przysłuchiwać.
Rzecznik prasowa prezydenta Torunia Anna Kulbicka-Tondel informowała dwa dni temu o fakcie skierowania pisma do włodarza miasta przez m.in. Kolektyw Manifa Toruńska, Manifę Bydgoską i Marsz Równości w Toruniu, w którym te organizacje zwracały się z apelem o zakazanie zgromadzenia pod hasłem "Stop tęczowej agresji".
Prezydent Torunia Michał Zaleski odpowiadając na ten apel, napisał m.in., że nie ma przesłanek do zakazania organizacji legalnych zgromadzeń.